”Kroki w nieznane. Almanach fantastyki”

autor: Joanna “Squirel” Kulik

W 1970 roku ruszył, wydawany przez Iskrę, cykl antologii opowiadań fantastycznych pod redakcją Lecha Jęczmyka. Seria otrzymała tytuł „Kroki w nieznane” i publikowano w niej opowiadania autorów zarówno polskich jak i zagranicznych, od Lema i Zajdla począwszy, na Vonnegucie i Arturze C. Clarke’u skończywszy. Niestety po wydaniu sześciu tomów, cykl zamknięto w 1976 roku, z powodów politycznych. Dopiero w ubiegłym roku wydawnictwo Solaris zdecydowało się wydać kontynuację cyklu. Do Lecha Jęczymka dołączył amerykanista Konrad Walewski i oto mamy siódmy tom „Kroków w nieznane. Almanachu fantastyki”.

Z najwyższą przyjemnością musze stwierdzić, że książka została wydana również pod patronatem Wrót Wyobraźni i z tej okazji zaprezentować chcieliśmy recenzję siódmego tomu cyklu. Przeczytać w nim możecie aż 16 świetnych opowiadań SF z całego świata - od amerykańskich do rosyjskich, z całą ich różnorodnością. Na pierwszy rzut oka, mamy zbiór nie związanych ze sobą tekstów, prezentujących cały wachlarz gatunkowy Science Fiction, od cyberpunka po urban fantasy. Chaos jest jednak tylko pozorny, po uważnym przestudiowaniu almanachu zauważyłam wyraźnie, że istnieje element spajający opowiadania: owa subtelna nić łącząca każde z nich z wątpliwościami cywilizacyjnymi współczesnych społeczeństw, problemami wynikającymi z rozwoju technologii i medycyny oraz niebezpieczeństwa wynikające z braku nad nimi kontroli. Niektórzy zarzucić mogą almanachowi niewielki związek z czystą Science Fiction. Nie będzie to prawdą - od 1976 roku, kiedy to głównym źródłem fascynacji i niepokojów pisarzy fantastycznych były wyprawy w kosmos i niepewności z nimi związane, wiele się przecież zmieniło. Dziś, gdy nad pozaziemskimi lotami załogowymi przechodzimy powoli do porządku dziennego a kultura masowa serwuje nam lepką papkę złożoną ze Star Treków, Matrixów czy innych Babilonów 5, seria opowiadań o brawurowych lotach kosmicznych i wymyślnych spotkaniach z rzekomymi „obcymi” nie zrobiłaby już wrażenia na nikim. Nadeszły czasy, kiedy kosmosem jest ludzki mózg, a podróż w głąb zaniepokojonego cywilizacją umysłu prowadzi przez ścieżki bardziej egzotyczne, niż zaprzeczające geometrii tunele statków obcych.

Czym jest więc współczesna Science Fiction według „Kroków w nieznane”? Przede wszystkim eksploracją umysłu człowieka postawionego wobec wszędobylskich teorii naukowych i natarczywych technologii. Analizą społeczeństw zagubionych w niejasnym labiryncie cywilizacyjnych zdobyczy, niepewnych, czy kolejny pojawiający się „cudowny lek” na rzeczywistość nie jest przypadkiem śmiertelną trucizną. Wyrazem tych wątpliwości we współczesnym świecie jest lęk przed manipulacjami genetycznymi, klonowaniem, sztuczną inteligencją wyzwalającą się spod krępujących okowów człowieka. Manifestacją tego lęku - współczesna Science Fiction.

Omówienie każdego z opowiadań z osobna mija się z celem. Pozostawiając więc spory element zaskoczenia, zdecydowałam się pokrótce omówić problematykę tylko kilku tekstów, aby dać reprezentatywny przykład na to, na jakie meandry literatury natknąć się możemy czytając „Kroki”.

„Według najnowszych opracowań, obok fizycznego wszechświata istniał równoległy, leksykalny, a połączenie przedmiotów z odpowiednim imieniem budziło w jednym i w drugim uśpiony potencjał”

„Siedemdziesiąt dwie litery” Teda Chianga, to przepiękne połączenie stosunkowo świeżych teorii naukowych z alchemią, kabałą i magią. Opowiedziana nie wprost historia badań genetycznych urasta tam do rangi religii, ustanawiającej zasady istnienia człowieka w świecie współczesnym. Poszukiwanie „ontogenetycznego kodu gatunku” porządkuje funkcjonowanie tego świata, od organizacji warstw społecznych i wskazywania na ich hierarchię, po walutę handlową. Świat Chianga to miejsce, w którym swoistą religią jest nauka, a wartością najwyższą - wiedza na temat liter i ich zestawiania. Litery te, jak łańcuchy DNA, budują świat ożywiony, stają się obiektem handlu i są najbardziej drogocennym towarem rzeczywistości, zmierzającej w zawrotnym tempie ku, niemożliwej do kontrolowania, zagładzie.

Do swoistego odwrócenia standardowych ról dochodzi w opowiadaniu Suzy McKee Charnas „Koncert muzyki Brahmsa”. Tutaj to człowiek jest obcym na planecie istot, które trudno mu zrozumieć. Jeżeli do tego istoty te sukcesywnie przejmować zaczynają nawyki, zdolności i trendy kulturalne „przybyszów”, całkowicie upodabniając się do ich samych, a my obserwujemy wszystkie te przemiany z punktu widzenia człowieka rozgoryczonego niemożliwością powrotu na Ziemię, powstaje mieszanka wybuchowa. Spojrzenie na cywilizację z punktu widzenia kogoś z zewnątrz - przybysza - na kulturę pełną pustego naśladownictwa bezwartościowych wzorców, prowadzi do iluzorycznych refleksji nad nieszczerością ludzkiej kultury. Finał jednak uspokaja - każdy ma prawo rozumieć i przyjmować rzeczywistość na swój własny sposób, a kultura, nawet ta najbardziej oryginalna, jest niczym innym jak tylko zbiorem schematycznych wypadków, obserwacji i gustów.

Kolejne opowiadania, przeplatane przesympatycznymi „przerywnikami”, w postaci ciepłego i pełnego uroku „Skromnego geniusza kolei podziemnej” Władimira Wasiliewa, oraz rewelacyjnego tekstu Paula Di Filippo, którego wartością naczelną jest specyficzny język (fabularnie jest mierny, ale nie o fabułę w nim przecież chodzi), nie ustępują wcale tym, o których już pisałam. Mamy więc świetną „Moralność wirusologa” Grega Egana, dotykającą problemu dostępności nauki dla ludzi głęboko nieodpowiedzialnych i różnej maści psychopatów i przekładającą się na „modny” dziś lęk przed bronią biologiczną w rękach fundamentalistów. Niebezpieczeństwo wynikające z łączenia wiary z nauką pozwala wszak odnaleźć usprawiedliwienie nawet dla krańcowo nieetycznych posunięć. Inny tekst, „Turysta” Parka, przynosi wizję świata okresu podróży w czasie, w którym dokonano rozwiązania słynnego paradoksu dziadka: czas nie jest kontinuum, przeszłość nie ma zauważalnego wpływu na teraźniejszość. W związku z tym można jej nadużywać, zasiedlać, kolonizować i podbijać bez konieczności obawiania się o „naszą” przyszłość. Opowiadanie jest nieco słabsze, ale idea przewodnia, koncentrująca się na załamaniu ustalonych i zakorzenionych już w genach prawideł czasoprzestrzeni liniowej, oryginalna. W końcu świetny „Wielki rozwód” Kelly Link, inspirowany prawdopodobnie nie tak dawnymi doniesieniami o małżeństwach zawieranych pomiędzy osobą żyjącą a zmarłą.

Technicznie „Kroki w nieznane” prezentują się świetnie. Twarda oprawa, ozdobiona stonowaną, ale bardzo dobrą grafiką czy klimatyczny papier przywodzący na myśl stare woluminy dowodzi, że wydawcy almanachu włożyli dużo serca w jego powstanie. Tłumaczenia tekstów są świetne, opowiadania czyta się płynnie i bez wysiłku, co wielokrotnie jeszcze zwiększa przyjemność z „Kroków w nieznane”.

Na zakończenie pozwolę sobie zacytować fragment opowiadania Paula McAuleya „Asystemt doktora Luthera”, który, w mojej opinii, mógłby być mottem całego almanachu:

”Ludzie zawsze myśleli, że obcy przylecą z gwiazd. Ale oni są tutaj Mike, my ich zrobiliśmy”

Tytuł: Kroki w nieznane. Almanach fantastyki
Autor: praca zbiorowa pod redakcją Lecha Jęczmyka i Konrada Walewskiego
Okładka: Maciej Błażejczyk
Wydawnictwo: Solaris 2005
ISBN:83-89951-34-7
Liczba stron: 510
Cena: 45 zł

4 komentarzy do “”Kroki w nieznane. Almanach fantastyki””

  1. Brzmi tak zachęcająco, że chyba wreszcie kupie tę książkę.

  2. Brzmi naprawdę zachęcająco. Cóż… trzeba się będzie skusić :)

  3. Hmm.. trzeba będzie zamówić razem z ‘Waranem’ ;-)

  4. Fajny tekścior, Squi :) przyznam, że recenzję czytało się równie przyjemnie jak książkę. Ogólnie jest bardzo dobra, choć ja akurat zwróciłem szczególną uwagę na inne opowiadania niż Ty :) recenzja “Kroków” mojego skromnego autorstwa do przeczytania w czwartym numerze Creatio Fantastica, mam nadzieję, że już niedługo…

Komentuj