Marina i Siergiej Diaczenko ”WARAN”

autor: Squirel

Nie przepadam za fantasy. Być może dlatego, kiedy w ręce moje trafiła „poetycka i wspaniała”, „klimatem i przesłaniem nawiązująca do ‘Czarnoksiężnika z Archipelagu’ Le Guin”, „porywająca opowieść” o „dorastaniu w niezwykłym świecie”, autorstwa małżeństwa Diaczenków, podeszłam do niej sceptycznie. Gdyby nie fakt, że Marinę i Siergieja stawia się dziś wśród panteonu mistrzów fantastyki rosyjskiej, obok takich nazwisk jak Bułyczow czy Strugaccy i tytułuje „niekwestionowanymi liderami fantastyki psychologicznej”, prawdopodobnie zrzuciłabym obowiązek zrecenzowania „Warana” na kogoś innego, a książkę ominęła szerokim łukiem. Jakże wielki błąd bym wtedy popełniła… Nawet pełne uniesień słowa na tylnej stronie okładki nie oddają bowiem tego, z czym dane mi było ostatecznie się zetknąć.

Marina i Siergiej Diaczenko żyją i pracują w Kijowie, a literatura fantastyczna zza wschodniej granicy bije w Polsce rekordy popularności. Ona- aktorka; on- z wykształcenia lekarz psychiatra, stanowią wyjątkowy duet i już od ponad dziesięciu lat zaskakują czytelników fenomenalnymi owocami swojej pisarskiej kariery, że wspomnę choćby o „Dolinie sumienia” czy „Czasie wiedźm”. Wybujałe wizje i płynny, soczysty język to niewątpliwie największe atuty ich książek. Do tego głęboka psychologia postaci, ich postępowania, rozterek i emocji, dodaje powieściom Diaczenków niebywałego smaku i uroku, którego ze świecą szukać wśród natłoku mniej lub bardziej udanych tekstów szturmujących nasze księgarnie.

O czym więc jest „Waran”? O podróży i dojrzewaniu, o wędrówce za umykającym celem i o poszukiwaniu siebie, samookreślaniu się, zmianie. Wykorzystując rekwizyty charakterystyczne dla literatury fantasy duet Diaczenków stworzył wielką baśń drogi po bezdrożach tak niepodobnego do innych świata i po ciemnych zaułkach i meandrach duszy.

„A któż to może wiedzieć, czego wy szukacie… Bywa, żyje sobie człowiek, wszystko niby ma, a gdzieś go ciągnie… Wychodzi więc w drogę i…”

Waran jest młodym chłopcem, ubogim przedstawicielem podedniaków- warstwy społecznej pełniącej funkcję służebną wobec ich panów- górenów. Żyje w miejscu zwanym Okrągłym Kłem- we wsi której rytm podporządkowany jest siłom natury: przypływom i odpływom morza. Cała aktywność ogranicza się tam do oczekiwania na sezon, kiedy to do Kła przybywają ludzie z zewnątrz- górenowie, handlarze, turyści, otwierając możliwość zarobku dla ubogich podedniaków. Świat Warana jest szary, a jego życie młodzieńcze pozbawione brawurowej akcji, jakiej spodziewać można się po powieściach fantasy. Pozostają mu tylko marzenia o odległych podróżach, przygodach i bogactwach świata na zewnątrz, które jednak chłopiec intensywnie tłumi, oddany ciężkiej pracy dzięki której on i jego ojciec- operator Śruby- skomplikowanej maszyny umożliwiającej podróż pomiędzy Kłem i wysoko położoną krainą górenów- mogą utrzymać przy życiu swoją rodzinę. Los jednak stawia na jego drodze dwie osoby, które odcisną piętno na jego przyszłości- Nilę, pół-górenkę, pierwszą niedojrzałą miłość chłopca i tajemniczego maga Lerealaruuna- mentora i przyjaciela, który opowiada Waranowi pewną legendę…

„Posłuchaj… Znajdź go. Znajdź i zapytaj, wedle jakich kryteriów znajduje domy, w których rozpala ogień albo stawia piec. Dlaczego ludzie umierają… I dokąd odchodzimy po śmierci”

„Wędrowna Iskra”- tym imieniem nazywana jest tajemnicza, wręcz legendarna postać, znana niemalże w każdym zakątku świata. Zdun Wędrownik, włóczęga, który podróżuje po świecie, w każdym domu gdzie zostanie przyjęty zgodnie ze wszystkimi zasadami gościnności, rozpala w piecu ogień, co przynosi szczęście i dostatek rodzinie u której nocuje. Ale to nie wszystko. W każdym domu, w którym Zdun zbuduje piec, narodzi się mag… Nie wiadomo jakimi ścieżkami wędruje, jego legenda sięga tak daleko jak rozpościerają się ludzkie siedziby, nie wiadomo co popycha go w podróż, ani gdzie decyduje się zostawić swoją iskrę. I to właśnie w poszukiwaniu Zduna Włóczęgi młody Waran decyduje się wyruszyć w świat. W podróż, która zajmie chłopcu, potem mężczyźnie i starcowi, całe jego życie. Wędrówkę, podczas której pozna on cały świat, od krain gdzie rosną szklane drzewa do miejsca gdzie wiecznie pada śnieg. Od imperatorskiego pałacu do dzikich puszcz, w których toczy się rebelia. Dociera do miejsc, w których pola uprawne drżą w obawie przed ogniem i którym gospodarze muszą śpiewać podczas burzy, aby nie wytraciły zbiorów. Do lasów, które same decydują czy oddać swoje drzewa na budowę nowego domu dla człowieka, czy nie. Odbywa zapierające dech w piersiach loty na skrzydlakach i płastuchach, podróże do podwodnych pieczar i jaskiń na wielkich gadach- żmijuchach, brawurowe jazdy zaprzęgami muszek ciągutek. Poznaje świat od podstaw, a my poznajemy go razem z nim. Mapa nie jest nam ni Waranowi potrzeba- rysujemy ją cały czas, razem z wędrującym bohaterem. Odkrywamy niesamowitość tego świata na równi z tym, jak poznaje go jej mieszkaniec. Zataczamy wielkie koło i w końcu znów wracamy do Okrągłego Kła, miejsca dzieciństwa, tylko po to, aby znów rzucić się w podróż w nieznane. Za umykającym celem, który, gdy już zdaje się być w zasięgu ręki, znów niespodziewanie oddala się i znika na horyzoncie.

Czy Waran odnajdzie Zduna Wędrownika? Tego nie zdradzę. Powiem tylko, że podróż Warana ma przepiękny finał. I pomimo tego, jakie niewyobrażalne krainy ukazują się naszym oczom podczas czytania, nie one stanowią o wartości powieści Diaczenków. Bo podróż za Zdunem Wędrownikiem jest tylko sposobem, w który opowieść prowadzi nas w głąb naszej własnej duszy, umysłu, docierając do najgłębszych tęsknot, marzeń i niezrealizowanych planów, nad którymi ciężką chmurę rozpościera, rozdający karty, czas.

„Potrzebne były mu lata, żeby sobie uświadomił: legendy nie da się wziąć do ręki, a na niektóre pytania nie ma odpowiedzi, i można je zadawać wyłącznie sobie samemu”.

Tak oto przed naszymi oczami najpierw dorasta a potem starzeje się bohater powieści. Cztery etapy jego życia, których jesteśmy świadkami, oplecione wciąż dookoła tego samego celu, snują się i układają w piękną, gawędziarską opowieść z całym jej bogactwem postaci, miejsc i wydarzeń. Dodajmy do tego płynny, sugestywny język, plastycznie przedstawiający każdy pojawiający się element, i głęboką, przemyślaną, a czasem bardzo wzruszającą, refleksyjność. Każdemu etapowi w życiu Warana towarzyszy inna wizja świata, bohater rozwija się na naszych oczach, zmienia i dopasowuje, rozwija się intelektualnie, emocjonalnie, zmienia się jego sposób postrzegania celu, idei czy może mrzonki, za którą goni, a świat przez który wędruje zmienia się razem z nim. Jedynym niezmiennym i trwałym elementem w tej wielkiej układance, na ogromnej mapie którą dane nam jest odkrywać, jest legenda o Zdunie Wędrownej Iskrze i poetycka opowieść o narodzinach magów.

W recenzji tej nie przedstawiłam całego oblicza książki, niezwykle trudno byłoby to z resztą uczynić. Co raz pojawiają się nowe elementy, postacie czy wydarzenia, wprowadzające dynamikę i przykuwające uwagę, jak choćby te ukazujące oblicza rebelii, podczas której anarchistyczne i niezorganizowane bojówki toczą walkę bez większego sensu, pod przywództwem samozwańczego (i któregoś już z kolei) syna Szuu. Niezwykłą jawi się postać Jego Niewzruszoności Filaru Imperium maga Podstawki, noszącego cechy stereotypowego, wykorzystującego swoją władzę i potęgę, inkwizytora. Ujmuje ewolucja rozumienia magii, jakiej poddaje się Waran: od dziecięcej wizji brodatych magów z ogonami, siedzących w podziemiach imperatorskiego pałacu i w tajemnicy przed wszystkimi wytwarzających tęczowe pieniądze; do dojrzałego wizerunku maga, jako wybranej i niezrozumiałej istoty, która jako jedyna potrafi wnieść do znanego świata coś, czego w nim wcześniej nie było, a nie tylko, wzorem niemagicznej części społeczeństwa, przetwarzać jedne rzeczy w inne.

Na zakończenie pozostaje mi tylko gorąco polecić tę książkę. Jak wspomniałam na początku, nie przepadam za fantasy. Jednak to, co otrzymałam przerosło moje najśmielsze oczekiwania i przyczyniło się do obalenia wytworzonego w mojej głowie „stereotypu” gatunku, podług którego powieść fantasy rozpoczyna się bliżej nieokreśloną mapką, po której wędruję sobie ołówkiem za grupką superbohaterów, dokonujących niesamowitych i przekraczających wszelkie granice dobrego smaku, czynów. Według notek na okładce „Waran” dorównuje kunsztem „Czarnoksiężnikowi z Archipelagu”. Nie mogę się z tym zgodzić. „Waran” wielokrotnie przerasta powieść Le Guin. I tego stanowiska będę się trzymać.

Tytuł: Waran
Autor: Marina i Siergiej Diaczenko
Wydawnictwo: Solaris
ISBN: 83-89951-13-4
Ilość stron: 402

Jeden komentarz do “Marina i Siergiej Diaczenko ”WARAN””

  1. zgadzam sie w pelni z ta recenzja, przeczytalam, choc nigdy wczesniej nie siegalam po fantasy, jestem zachwycona, juz czytam kolejna powiesc diaczenkow

Komentuj