Cthulhu Made in Lublin 2.0 - część I
autor: Rafał ”Merlin” Hordyjewski
Cthulhu Made in Lublin
Straszne dzieje miasta Lublina
Nieoficjalny dodatek do systemu Zew Cthulhu
LUBLIN 2007
Lublin - miasto z koziołkiem w herbie, zwane też stąd Kozim Grodem, leży w środkowo - wschodniej części Polski. W swej długiej historii przeżywał okresy rozkwitu i upadku. Dziś, choć już nie odgrywa tak ważnej roli jak przed wiekami, może pochwalić się swym dorobkiem, kulturą, pięknem. Nadal jednak kryje w sobie tajemnice, które zazdrośnie strzeże i daje poznać tylko nielicznym.
O początkach miasta pisze średniowieczny kronikarz polski, dominikanin Wincenty Kadłubek. Wg niego Leszek III, książę piastowski, miał poślubić siostrę samego Juliusza Cezara, Julię; założył też dwa miasta Juliusz i Julin. Kiedy jednak związek się nie udał i Leszek pojął nową miłość, Lubę, ta zmieniła nazwę grodu na Lublin. W całej tej historii warto zwrócić uwagę na związek z Cezarem, który pieczętował się wizerunkiem kozy.
Symbolem miasta i jego herbem jest stojący kozioł oparty o krzew winnej latorośli. Wzbudzający powszechną sympatię koziołek wydaje się być niewinnym znakiem. Za symbolem tym kryją się jednak treści, których niewielu jest świadomych. Kozioł już w mitologii mezopotamskiej, a potem greckiej, rzymskiej i słowiańskiej był związany z witalnością, płodnością, bogactwem, z bóstwem natury i ziemi, grecką Afrodytą i mezopotamską Isztar znanym również jako Shub-Niggurath. Jakie tajemnice może kryć w sobie miasto, które w herbie pieczętuje się takim plugawym znakiem? Dlaczego towarzyszy on mieszkańcom już od XV wieku i jedynie niewielu domyśla się tych związków?
I Historia miasta
Położone w dolinie niewielkiej rzeki Bystrzycy miasto rozpościera się na wzgórzach. Niektórzy mówią, że niczym Rzym - na siedmiu. Jednym z nich jest Czwartek. Na pokrytych niegdyś gęstym lasem terenach w VI wieku ludność słowiańska założyła pierwszą osadę. Być może ich wodzem był tajemniczy książę Lubla. Według innej, różnej od Kadłubkowej, legendy, właśnie jego imię dało nazwę miastu. Wódz miał obronić osadę przed tajemniczymi najeźdźcami, jednak sam przy tym zginął. Wdzięczni poddani usypali nad jego grobem kurhan ? dzisiejszy Czwartek.
Tutaj również podobno powstał pierwszy w Lublinie kościół - p.w. Św. Mikołaja, zbudowany ponoć już za Mieszka I. Dosyć szybko zatem chrześcijaństwo dotarło na te ziemie. Rzecz ciekawa, zważywszy, że ludność raczej niechętnie porzucała starych bogów. Czy kościół ten może przegnać roztaczające się nad tym miejscem zło i uświęcić okoliczną ziemię?
W kolejnych wiekach powstawały osady na okolicznych wzgórzach, z których najważniejsze są wzgórze Staromiejskie i Zamkowe.
Wzgórze Zamkowe również otoczone jest mgłą tajemnicy. W XIII wieku powstały tu budowle, które będą strzegły pobliskiego miasta i stały się reprezentacją władzy państwowej. Z tamtych czasów ocalał jedynie donżon - baszta obronna, jedna z dwóch najstarszych kamiennych budowli na Lubelszczyźnie. Jej grube mury były świadkiem wielu krwawych historii.
Na wzgórzu Staromiejskim rozwijało się zaś właściwe miasto. Przygraniczne położenie czyniło zeń miejsce częstych wojen, ale i mieszania się kultur. W czasie rozbicia dzielnicowego wzrastała rola Lublina. Powstała też kolejna świątynia - ogromny kościół Św. Michała.
Ponoć w miejscu, gdzie go postawiono, stał sobie ogromny dąb. Niewątpliwie świadczy to o sakralnym charakterze tego miejsca - być może oddawano tu cześć starym bogom, składano ofiary. Kiedy książę Leszek Czarny przejeżdżał przez Lublin w pogoni za Jadźwingami, zdrzemnął się pod tym dębem. Tajemnicza siła zesłała nań sen, w którym jak mówią ujrzał archanioła Michała. Dlaczego jednak boski posłaniec ukazał się w tak niechrześcijańskim miejscu? Może był on wysłannikiem innego boga?
Leszek otrzymał polecenia śmiałego uderzenia na wroga i obietnicę zwycięstwa. Tak też uczynił. Bóstwo spełniło swą obietnicę. Książę jednak domyślając się plugawego pochodzenia istoty ze snu, w drodze powrotnej rozkazał ściąć dąb. Na jego miejscu, by zatrzeć ślady pogaństwa, postawiał kościół Św. Michała i nakazał głosić, że ten to święty dopomógł w pokonaniu Jadźwingów.
Jakże często jedną świętość próbuje się zastąpić drugą… Jednak tym razem wysiłki księcia okazały się nieskuteczne. Już w trakcie budowy kościoła jeden z architektów domyślił się jakie siły drzemią w owej ziemi. Potajemnie zaprojektował dodatkowe krypty oraz lochy pod kościołem. Pień dawnego dębu stał się podstawą mensy ołtarzowej, a głęboko pod nią powstała zakazana sala, gdzie zaczęli spotykać się wtajemniczeni członkowie cechu mularzy. Z czasem dowiedzieli się więcej o prawdziwym władcy tego miejsca i rozpoczęli oddawać mu cześć.
Początek wieku XIV przyniósł Lublinowi rozkwit. Władysław Łokietek nadał mu prawa miejskie, powstał samorząd. Władze te już wkrótce odegrają dziwna rolę w historii Lublina. W roku 1341 miasto przeżyło wielką klęskę. Najazd Tatarów, jak sądzono wysłanników piekieł, przyniósł ogromne zniszczenia. Król Kazimierz Wielki sprzedał zatem podlubleskie wsie i wójtostwo przybyszowi z daleka - niejakiemu Franciszkowi z Moguncji. Człowiek ten uzyskał wkrótce wysoką pozycję i ogromy wpływ na władze miasta. Z rodzinnych stron przyniósł tajemniczą wiedzę, którą wykorzystał tu do swoich celów. Stał się wkrótce przywódcą stowarzyszenia spotykającego się pod kościołem Św. Michała. Uświadomił członków organizacji co do prawdziwej natury działającej tam siły. Niebawem kult kozy rozrósł się i objął większą część rady miejskiej i patrycjatu.
W tych również czasach do Lublina przybył zakon Dominikanów. Odegrali oni dużą, choć niezbyt znana rolę w historii miasta. Wśród świątobliwych braci przybyli nie tylko zwykli słudzy Św. Dominika ale i tajemniczy członkowie zakonu Miecza Św. Hieronima. Sprowadzili ze sobą mnóstwo cennych manuskryptów, dając początek słynnej bibliotece klasztornej i rozpoczęli czuwanie nad duszą miasta i jego mieszkańców.
Dzięki naciskom ambitnych władz miasta i przychylności króla, Lublin został otoczony murami. Według niektórych zapisów dotyczących cechu murarskiego, mieściły się w nich liczne furty, ukryte schowki i miejsca, czy przejścia. Wtedy zapewne zaczęły kształtować się legendy o lubelskich podziemiach.
Sam patrycjat i władze miasta zaczęły odgrywać coraz większą rolę - nie tylko w samym mieście, ale i regionie. Lublin wkroczył wkrótce w swój złoty wiek. Korona Polska połączyła się z Wielkim Księstwem Litewskim. Jego władca Jagiełło skierował swe pierwsze kroki do Lublina. To wszystko dzięki staraniom ówczesnych władz miasta. Podczas tego spotkania najpewniej coś zakomunikowano przyszłemu królowi, a może go ostrzeżono, by nie starał się zbytnio ingerować w losy miasta? Faktem bowiem jest, że dynastia Jagiellońska przychylnym okiem patrzyła na miasto, nie starała się też ingerować w jego wewnętrzne sprawy. Kolejni władcy jakby czegoś się obawiając starali się obłaskawić Lublinian. Władysław Jagiełło udekorował znajdującą się na wzgórzu zamkowym kaplicę, jego syn Kazimierz wychowywał tu swe potomstwo, stworzył też odrębne województwo lubelskie, a na początku wieku XVI miasto zostało wyposażone w sprawnie funkcjonujący system wodociągowy. Ta admiracja Lublina, jego mieszkańców, wynikała raczej nie tyle z sympatii, co raczej obawy przed patrycjatem i jego mrocznymi sprawkami. Korzystne warunki spowodowały rozwój nowych organizacji. Z połowy wieku XV posiadamy pierwsze dokumenty cechów rzemieślniczych. W kolejnych dziesięcioleciach przybyli tu liczni cudzoziemcy niosący zakazaną wiedzę i praktyki,. otwarcie głosząc kryzys dotychczasowej wiary. Byli wśród nich Niemcy, Francuzi, Holendrzy, Żydzi, a nawet Szkoci czy Ormianie. Znaleźli korzystne warunki do osiedlenia i szybko stali się wpływową grupą w mieście.
Relikwie Św. Krzyża w Zakonie Dominikanów
Relikwie Krzyża Świętego sprowadzono w tajemniczych okolicznościach do Lublina na początku XV wieku. Przywiózł je tu z Kijowa niejaki biskup Andrzej, pochowany później w klasztornych kryptach. Historia relikwii i relikwiarza sięga jednak o wiele dalej. Na początku IV wieku matka cesarza Konstantyna, Św. Helena, znalazła ponoć krzyż, na którym ukrzyżowano Chrystusa. Podzielono go na trzy części i sporządzono z nich relikwie. Jedna z nich została w Jerozolimie, inne wysłano do Rzymu i Konstantynopola. Na początku VII wieku Bizancjum zaatakowała Persja, zdobyła Jerozolimę i relikwie. Udało się jednak pokonać przeciwnika i je odzyskać. Wkrótce jednak miasto zajęli Arabowie. Tym razem relikwie przewieziono zawczasu do Konstantynopola. Stamtąd powędrowały w X wieku do Kijowa jako posag księżnej Anny, narzeczonej Włodzimierza, księcia, który ochrzcił Ruś. W końcu wieku XIV Kijów dostał się pod wpływy Litwy, a relikwie przeniesiono z cerkwi do kościoła katolickiego. Kilkadziesiąt lat później, wobec zaognienia sporów kościoła wschodniego i zachodniego, i groźby wywiezienia relikwii do Moskwy, dominikanin Andrzej zdecydował się na ucieczkę do Polski wraz z relikwiami. Dotarł do Lublina, gdzie wg legendy konie odmówiły dalszej podróży. Tak rozpoczyna się niezwykły pobyt Drzewa Krzyża w kościele dominikanów. Przez lata było uważane za cudowną relikwię, która broniła miasto od wszelkich niebezpieczeństw.
Gdy przyjrzymy się bliżej jak wyglądały relikwie, nasunąć się mogą nowe wnioski. Drewno, wycięte w kształt równoramiennego krzyża, związane było złotym drutem. Całość umieszczono zaś w srebrnym relikwiarzu za szkłem. Wg świadectwa z końca IV wieku, już wówczas Drzewo było w nim przechowywane. Rodzi się pytanie czy cudowne właściwości relikwii nie były może zasługą relikwiarza. Co takiego drzemało w tym przedmiocie, że pożądali go nie tylko chrześcijanie, ale i Persowie? Skoro nie został zniszczony, widać także dla nich przedstawiał wartość. Czy była to broń czy artefakt o wielkiej mocy?
Niektórzy wierni twierdzili jakoby po wielogodzinnych czuwaniach przy relikwiarzu udawało im się dostrzec w szkle, które zawierało krzyż, obrazy odległych krain. Były one piękne, ale i straszne zarazem. Kilka razy widziano zaś okropne bestie stąpające po tych odległych światach. Pewien kapłan twierdził zaś, że przez relikwię widzi, którzy z wiernych są sługami Szatana, bowiem z ich głów wyrastały ogromne kozie rogi.
Odpowiedzi czym był możemy się więc jedynie domyślać. Cenny relikwiarz wraz z drzewem został bowiem skradziony w 1991 roku i do tej pory nie natrafiono na żaden jego ślad. W klasztorze pozostał jedynie niewielki odłamek Krzyża, który odpadł niegdyś w czasie konserwacji. Co ciekawe, jednak jego kult nie jest propagowany jak dawnej relikwii. Czyżby zatem cudowna moc pochodziła z ?opakowania??
Zwykli mieszkańcy wyczuwali jednak, że dzieje się coś niedobrego. Dochodziło do buntów, dziwną przyczyną niezadowoleni wraz z ich dobytkiem ginęli w częstych w owym czasie pożarach miasta.
Legenda o sądzie diabelskim
Stosunek mieszkańców Lublina do sądu trybunalskiego pokazuje bardzo dobrze legenda o sądzie diabelskim. Wiadomym było powszechnie, że sędziowie są skorumpowani. Nikt nie był zdziwiony zatem, kiedy zapadały wyroki nawet wbrew oczywistym dowodom. Tak było w przypadku pewnej wdowy, która ponoć rozżalona po wyjściu z Trybunału stwierdziła, iż nawet diabły lepszy wyrok by wydały. Rzeczywiście, w nocy do Trybunału przybyli czarci, którzy wydali nowy, sprawiedliwy wyrok. Zamiast pieczęci pod dokumentem diabeł położył odcisk swej łapy, która wypaliła się zarazem na stole. Stół z nią do dziś można oglądać w Muzeum Lubelskim na zamku. Legenda o sądzie w świadomości pospólstwa była dowodem na niesprawiedliwość sądów. Pokazuje jednak, że w ostateczności i od tych wyroków można się odwoływać, bo tak naprawdę władzę w mieście sprawuje rogaty diabeł.
Pożary miasta
Ogień dosyć często dawał się we znaki mieszkańcom miasta. Płonęły przedmieścia, np. w 1557 r. Krakowskie Przedmieście oraz klasztor bernardynów. Pojawiały się nawet pogłoski, że ktoś celowo wznieca pożary. Te plotki nabierają pewnej wiarygodności, jeśli przeanalizujemy obszary, które najczęściej były trawione ogniem. Największy pożar dawnego miasta wybuchł w centrum nocą z 8 na 9 maja 1575 roku w rejonie ulicy Archidiakońskiej ? samym centrum miasta, tuż obok kościoła farnego. Przemieszczał się w górę tej ulicy w stronę klasztoru dominikanów, stamtąd do Bramy Krakowskiej.
?…Ogień płonący i dymiący pojawił się ze starej kamienicy zwanej Kiełbaczyńską, położonej w pobliżu kościoła Świętego Michała. Ogień wydostał się na dach przez komin, który jak mówią, był zły i zniszczony; i gdy prawie cały dom ogarnął szybko z powodu wysuszenia słońcem, które od dłuższego czasu mocno grzało, dopiero przez niedbałych strażników miejskich został dostrzeżony i okrzyknięty. Krzyki, wołania, płacz i zupełne zmysłów pomieszanie. Ogień zaś niszczący wszystko czego dosięgnął, coraz mocniej i mocniej gorzał, w jednej chwili dziesięć albo i więcej domów obejmując. (…) Tylko kilka domów, w których odbywano Sejm Walny Roku 1569, choć osypanych popiołem, ocalało. I tak przez całą noc było słychać żałosny płacz, płaczliwy krzyk lamentu, szczekanie psów, rżenie koni, kwiczenie wieprzów i hałas czyniony przez inne zwierzęta. I tak to, tej nocy miasto zostało tak zniszczone….?
Jeśli ktokolwiek celowo podłożył ogień, chciał przede wszystkim zniszczyć klasztor dominikański. Pożar wymknął się chyba jednak podpalaczom spod kontroli i efekt końcowy przeszedł wszelkie oczekiwania. Najciekawsze jednak, że mimo tak strasznych zniszczeń ocalał Kościół Św. Michała, ? obok którego przecież wszystko się zaczęło.
Lublin nękały pożary jeszcze przez kolejne wieki. Słynnym był pożar z 1719, żaden jednak nie zapisał się tak całkowitym zniszczeniem miasta, jak wspomniany wyżej.
Ogień święty
Zaklęcie to wywołuje pożar w dowolnym miejscu w promieniu 30 m od rzucającego. Konieczne jest odprawienie rytuału przez min. 3 osoby (koszt 10 PM na głowę), by zainicjować pożar. Można dowolnie kształtować kierunek jego rozprzestrzeniania się pod warunkiem ciągłych inkantacji (po 5 PM na kolejne pół godziny). Im więcej osób bierze udział w rytuale, tym większy jest pożar.
Druga połowa wieku XVI przyniosła Lublinowi największy rozkwit, ale i początek zmierzchu potęgi. Koneksje patrycjatu i rady miejskiej sięgały osób blisko związanych z królem Zygmuntem Augustem, często spośród zwolenników tzw. ruchu egzekucyjnego. Jednocześnie co bardziej światli członkowie dworu nakłaniali monarchę do zwrócenia baczniejszej uwagi na wypadki dziejące się w tym mieście. Naciski z obu stron spowodowały zwołanie do Lublina sejmu. Dyskutowano na nim wiele bieżących problemów; Prusy złożyły królowi kolejny hołd. Najważniejszą sprawą była jednak decyzja o trwałym połączeniu Korony Polskiej i Litwy, tzw. unia lubelska. W najbliższym otoczeniu monarchy przedstawiono sprawę tajemniczego kultu popularnego wśród bogatych lublinian. Król jednak nie podjął żadnych działań, mimo iż wiedział zapewne o przerażających praktykach jakie przypisywano jego członkom. Ostrożność? Obawa? A może jeszcze inne powody skłoniły monarchę do takiej decyzji? Jego postawa zniechęciła jednak Litwinów do wiązania się z naszym krajem i unię musiano forsować niejako ?na siłę?, bez ich zgody.
Pogłoski o próbie przekonania monarchy do ?uporządkowania? spraw tajemniczego kultu doszły do uszu bezpośrednio zainteresowanych. W ciągu kilku najbliższych lat miasto nawiedziły przeróżne klęski: zaraza morowa i pożary, te ostatnie nie po raz pierwszy używane do zastraszenia zwykłych mieszkańców. W 1575 roku miasto spłonęło niemal doszczętnie - ocalał jednak kościół Św. Michała, w którego kryptach znajdowała się świątynia mrocznego kultu.
Możemy jedynie domyślać się jakie związki miały te wydarzenia z decyzjami króla. Skorzystali z niej ówcześni władcy Lublina. Rozpętana spirala zgonów odbiła się jednak także na nich.
Kolejny władca, Stefan Batory ulokował w Lublinie siedzibę Trybunału, oficjalnie najwyższego sądu dawnej Rzeczpospolitej. Wśród jego członków mieli znajdować się zaufani króla, śledzący bieg wydarzeń w Lublinie. Kilka lat później szlachcic Andrzej Tęczyński herbu Topór zaprosił do miasta zakon Jezuitów. Ród Tęczyńskich od dawna posiadał dobre kontakty z dominikanami, niemal od czasów pojawienia się ich w Polsce. Andrzej, za namową braci z lubelskiego klasztoru sprowadził nowy zakon. Oficjalnie walczyli z herezją, jednak to właśnie spośród jego członków wywodziło się najwięcej oddanych na służbę Miecza Św. Hieronima. Jezuici osiedlili się poza granicami miasta, by zachować anonimowość i odgrodzić się od splugawionego centrum. Wspólnie z niektórymi braćmi dominikańskimi rozpoczęli walkę o miasto. Prawda o kulcie przedostawała się coraz szerzej do społeczeństwa.
Wielką zagadką z owych czasów jest po dziś dzień śmierć słynnego Jana Kochanowskiego, która nastąpiła właśnie po kłótni ze Stefanem Batorym w lubelskim ratuszu. Wydaje się wielce prawdopodobne, że słynny poeta domagał się od króla energiczniejszego działania przeciwko ?heretykom?. Co jednak doprowadziło do wzburzenia zakończonego tragicznym zejściem? Czyżby król odmówił? A może ujawnił prawdę, którą znał, dotyczącą kultu, a wiedza ta tak przeraziła Kochanowskiego? Czy można bowiem walczyć skutecznie z organizmem tak ogromnym? A co jeśli do śmierci przyczynił się ukryty obok członek tajemnej organizacji, świadek rozmowy, która odbywała się przecież w miejscu ich spotkań?
Wreszcie niewykluczonym jest, że sam poeta należał do jej szeregów - lecz czy kogoś takiego mógłby powalić incydent z królem?
Dopiero jednak panowanie Zygmunta III przyniosło uwolnienie miasta od wpływu czcicieli Kozy. Król do zbadania sprawy przysłał tu swego lekarza Wojciecha Oczko, który współpracując z członkami zakonu Miecza Św. Hieronima demaskuje głównych przywódców kultu. Dekretem z 1630 roku król nakazuje usunięcie ?różnych heretyków?.
Miasto od tego czasu zostaje względnie oczyszczone z zamieszkującego je plugastwa. Jednak wraz z nim upada jego świetność. Dawni władcy mścili się na niepokornych sługach. Nastają niespokojne czasy wojen i innych klęsk. Nie wiemy jaką rolę odgrywali w nich tajemniczy kultyści, ale odnaleźć można zarówno typowe ślady dla ich wcześniejszych działań jak i nowe - najazdy nieprzyjaciół, pożary miasta, tajemnicze zniknięcia osób, o które coraz częściej obwiniano mieszkających w sąsiedztwie Żydów. Wypadki te miały silne grono inspiratorów, którzy działając w tajemnicy próbowali odbudować dawną potęgę i władzę.
Żydzi w Lublinie
Ludność Żydowska przebywała do Lublina już w XIV wieku. Największy rozkwit gminy przypadł na XVI-XVII stulecie, jednak od czasów wojen połowy XVII wieku zaczęła ona podupadać. Miasto Lublin posiadało przywilej ?de non tolerandis Judaeis?, w myśl którego Żydzi musieli osiedlać się za murami miasta. Gmina ulokowała się na północ od Lublina. Tutaj też na jednym ze wzgórz ? Grodzisku - powstał pierwszy żydowski cmentarz, którego ślady i nagrobki możemy znaleźć jeszcze dziś. Wzgórze to przez niektórych jest uważane za jedno z pierwszych miejsc osadnictwa na tych terenach, a zarazem i miejsca kultu pogańskich religii. Nie wiadomo czy Żydzi posiadali wiedzę o sakralnym przeznaczeniu Grodziska i dlatego grzebali tam swych zmarłych.
W wieku XIX dzielnica żydowska rozrastała się dalej na północ wzdłuż ulicy Lubartowskiej. Osiedlali się oni też na zachód od miasta niedaleko dzisiejszego Ogrodu Saskiego w tzw. dzielnicy Wieniawa. Było ich coraz więcej ? szacuje się, że w 1939 roku stanowili ok. 30 % ludności miasta. II wojna przyniosła kres ludności żydowskiej. Zamienione w getto dzielnice zostały w końcu zburzone, a ludność wymordowana.
W czasach świetności zbierał się w Lublinie Sejm Żydowski ? Waad Arba Aracot. Podejmowano na nim decyzje wiążące wszystkich Żydów Rzeczypospolitej. O tym, że byli liczącym się członkiem społeczeństwa świadczy chociażby legenda z XVI wieku o Szocie Wahlu, Żydzie doradzającym nawet Zygmuntowi Augustowi. Król, jak skądinąd wiadomo, ulegał wpływom różnych osób z Lublina, czy należał do nich Szot Wahl? Znamy go jako człowieka wielkiej mądrości i tego, który wyjednał u króla zgodę na budowę szkoły rabinackiej ?Jeszywot?. Po śmierci Zygmunta Augusta, niektórzy lublinianie właśnie jego obwoływali królem, ale wojska kasztelańskie szybko się z nimi uporały. Co się działo z samym zainteresowanym nie wiadomo, ponoć został pochowany na kirkucie na Grodzisku.
Bardzo ważną postacią lubelskiej społeczności żydowskiej jest Jakub Icchak Horowitz zwany Lublinerem albo częściej Widzącym z Lublina, również pochowany na Grodzisku, jeden z czołowych działaczy chasydyzmu.
W latach 30. XX w oparciu o tradycję rabinacką Lublina i staraniem ówczesnych Żydów, otwarto Uczelnię Mędrców Lublina (Jesziwat Chachmej Lublin). Miała ona kształcić obok uczonych talmudystów także światłych obywateli żydowskich - uczonych, społeczników, przywódców. Budynek dawnej Jesziwy przez szereg lat należał do Akademii Medycznej. Obecnie jednak został przekazany z powrotem ludności żydowskiej.
Społeczność żydowska w Lublinie była zatem stale obecna w życiu miasta. Co prawda stała zawsze obok, miała własne sprawy i tajemnice. Czasami posiadaną wiedzą górowała nad Lublinianami; świadomi pewnych spraw Żydzi rzadko jednak w nie ingerowali, jeśli już, próbowali wykorzystywać je do sobie tylko znanych celów. Wiedzieli, że czasem prawda bywa niebezpieczna. Nie uchroniło ich to jednak przed zagładą, co więcej, być może stało się jedną z głównych jej przyczyn.
Chasydyzm i Widzący z Lublina- Jakub Icchak Horowitz (Lubliner)
Chasydyzm to ruch mistyczny zakorzeniony i wywodzący się z judaizmu, lecz wykraczający poza nauki rabinów. Wyrósł z tradycji kabalistycznej, widzącej Boga w każdym przejawie stworzenia i mówiącej, że czcić go można w przeróżny sposób ? nawet najprostszymi zajęciami. Początki tego ruchu datuje się na połowę wieku XVIII, powstaje na południowo-wschodnich krańcach Polski i Litwy.
Bardzo ważna w chasydyzmie była postać cadyka (sprawiedliwego), duchowego mistrza, mającego wedle tej tradycji specjalny kontakt ze Stwórcą i obdarzonego nadnaturalną mocą i mądrością, często posiadał on moc uzdrowicielską, był pośrednikiem między Bogiem a Jego ludem.
Lubelski cadyk, Jakub Icchak Horowitz, według tradycji chasydzkiej obdarzony był darem jasnowidzenia. Stąd też nazywano go Jasnowidzącym bądź Widzącym. Bardzo wcześnie rozpoznano w nim dar cadykizmu. Na przełomie lat 80 i 90 XVIII wieku dotarł do podlubelskiego miasteczka Wieniawa (dziś część miasta). Dość szybko stał się popularnym przywódcą chasydyzmu nie tylko w okolicach Lublina, ale w całym zaborze austriackim. Uczył, że ma wielką moc, wymagał też od innych bezwzględnego posłuszeństwa. Horowitz pogłębił jeszcze naukę o cadykach, stwierdzając, że ma taką moc, że może ściągać kary niebieskie na wrogów narodu żydowskiego. Taką karą, według samych chasydów, miała być klęska Napoleona w Rosji, ściągnięta na niego dzięki mocy trzech najpotężniejszych cadyków z Księstwa Warszawskiego, na czele z Lublinerem. Z czasem przeniósł się do samego Lublina. Mimo popularności miał jednak sporo przeciwników ? także wśród Żydów. Oskarżano go o chciwość i nadużywanie trunków, by mógł w ten sposób wprowadzać się w religijną ekstazę. Mówiono o nim, że jest “czarownikiem i szarlatanem, bogacącym się na głupocie naiwnych”. Jego żywot przerwała tragiczna i niewyjaśniona do dzisiaj śmierć w sierpniu 1815 roku. Według legendy chasydzkiej, trzech cadyków z terenu Królestwa, po klęsce Napoleona, miało przypuścić “szturm niebios”, by przyśpieszyć nadejście Mesjasza. Bóg miał ukarać śmiercią niecierpliwych cadyków. Dwaj z nich zmarli w 1814 r., Lubliner, jako nieustępliwy, ukarany został śmiercią tragiczną i niezwykłą - złożony ciężką chorobą, miał być przez tajemne siły wyrzucony z I piętra domu przy ul. Szerokiej 28 na ulicę, gdzie skonał.
Mijają lata i powoli pamięć o tajemniczym kulcie zostaje zapomniana. Druga połowa wieku XVIII przyniosła korzystne warunki dla odrodzenia się wszelkich nowinek religijnych. Do Lublina przybywają znów wyznawcy różnych religii. Ukryci do tej pory kultyści Shub-Niggurath powoli odbudowywali swe znaczenie. Nie zamierzali jednak, jak poprzednio, sprawować bezpośrednio kontroli nad miastem zasiadając w jego władzach. Starali się najpierw wzmocnić swą organizację i pozyskać jak najwięcej zwolenników. Wśród ich szeregów znajdują się znów ludzie ze szczytów władzy. Związani z nimi architekci przebudowali niektóre części miasta w poszukiwaniu dawnych tajnych miejsc spotkań, świątyń czy ksiąg, jak chociażby budowniczy królewski Dominik Merlini, który całkowicie zmienił wygląd dawnego ratusza, tradycyjnego miejsca zgromadzeń kultystów. Działaniom tym sprzyjało rozwiązanie zakonu jezuitów. Niewielu było już członków bractwa Miecza Św. Hieronima…
Przeszkodą dla zła stały się jednak zmiany polityczne związane z upadkiem państwa polskiego. Po trzecim rozbiorze Lublin trafił w ręce Austriaków. Ci dosyć szybko zorientowali się w niebezpieczeństwie zagrażającym tym terenom. Nakazali zburzenie dawnych murów, miasto znowu się przebudowuje. Tym razem jednak celem było zatracie wszelkiej pamięci o dziwnych miejscach i jednocześnie zdobycie jak największej wiedzy o historii kultu. A być może próbowano znaleźć legendarne lochy i pogrzebane w nich skarby?
Wszystko to przerwała zawierucha wojen napoleońskich. Korzystając z sytuacji, kult rozwinął intensywną działalność. Wtajemniczane były kolejne osoby. Rozpoczęto działać poprzez bardziej lub mniej legalne organizacje np. lożę masońską Wolność Odzyskana. Kiedy po 1813 r. władcami Lubelszczyzny stają się Rosjanie, dzięki loży powstało Towarzystwo Przyjaciół Nauk oraz kolejne organizacje: ?Świątynie Równości?, ?Prawdziwa Jedność?, liczące ogółem 500 członków.
Rosjanie nie zdawali sobie sprawy, jakie siły drzemią w i pod miastem. Na wzgórzu zamkowym, miejscu związanym z kultem Shub-Niggurath, wznieśli potężne więzienie. Radość kultystów była wielka. Wkrótce czciciele mrocznych bogów zajęli czołowe stanowiska we władzach tej instytucji.
Dopiero w połowie XIX wieku władze rosyjskie natrafiły na ślad kultu. Dość późno, ale jednak rozpoczęto aktywną walkę, której momentem kulminacyjnym była decyzja o zburzeniu kościoła Św. Michała i pogrzebaniu znajdującej się pod nim świątyni ponurej bogini. Czciciele Shub, choć mocno zaniepokojeni, starali się zachować swą pozycję, pozyskiwali nielicznych zwolenników wśród Rosjan. Swą działalność zaczęli jednak koncentrować wokół budowy silnej podstawy finansowej oraz poszukiwaniu dawnych ksiąg wiedzy i innych materiałów.
Juliusz Rudolf Vetter (1853 lub 1854 -1917)
Był synem przemysłowca z Wielkopolski przybyłego do Lublina w 1844 roku. Ojciec stworzył podstawy rodzinnej fortuny. Juliusz Rudolf wraz z bratem Augustem Karolem odziedziczyli rodzinny majątek i szybko stali się najbardziej wpływowymi ludźmi w mieście. Juliusz Rudolf pragnął być postrzegany jako filantrop i dobroczyńca. Robotnicy w jego zakładach mieli dobre warunki pracy, nie było strajków. Juliusz łożył ogromne sumy na kształcenie młodzieży, wychowywanie sierot itp. Pragnął w ten sposób zmazać ?grzech? ojca, jakim było urządzenie browaru w dawnym klasztorze. Udało mu się to w zupełności. Mieszkańcy rychło o tym zapomnieli i cenili działania Juliusza.
Znamienne jest, że działał w wieli organizacjach. Jego uczestnictwo w pracach Lubelskiego Towarzystwa Dobroczynności może nasuwać pewne skojarzenia. Stowarzyszenie to przejmowało w owych czasach klasztor dominikanów?. Vetter współtworzył również bibliotekę im. H. Łopacińskiego. Miał dostęp do jego prac. Czy wykorzystał te możliwości, które przypadkowo dało mu życie, nie wiemy. Zmarł po długiej chorobie, pochowano go na cmentarzu ewangelickim.
Koniec wieku XIX przyniósł jednak niemal całkowite zapomnienie wpływu na dzieje dawnego Lublina kultu Shub-Niggurath. Jedynie wśród niewielu historyków z tamtych czasów odnajdziemy o nim jakieś wziamnki. Nikt poważnie nie traktował możliwości dalszego ich istnienia. Jakieś informacje musiały się jednak wydostać. Oto bowiem w Lublinie znów pojawiają się członkowie Zakonu Miecza Św. Hieronima.
Czasy pierwszej wojny światowej i odzyskania niepodległości nie przyniosły śladów działalności tajemniczych organizacji. Istniały niepotwierdzone podejrzenia jakoby utworzenie pierwszego rządu niepodległościowego było inspirowane działalnością kultystów Shub. Z dużym prawdopodobieństwem można też przyjąć, że powstanie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego związane było z odrodzeniem się aktywności Zakonu Miecza. Na uniwersytecie kształcono jego przyszłą kadrę, opracowywano metody działania.
W okresie międzywojennym toczyła się niezauważalna dla ogółu walka między tą organizacją a dawnym plugastwem. Jej szczegółów niestety nie przekazują znane nam archiwa.
Druga wojna światowa przyniosła wielkie zmiany. Nowi, niemieccy władcy Lublina nawiązywali niekiedy współpracę z kultystami. Starali się wykorzystać ich wiedzę do własnych celów. Dlatego nierzadko posuwają się do przemocy także wobec swych sprzymierzeńców. Nawiązują jednak do tradycji kultystów, czego wyrazem są chociażby obchody 600-lecia miasta, do których pretekstem była rocznica zakupu wójtostwa przez Franciszka z Moguncji.
Po wyzwoleniu władza ludowa całkowicie ignorowała doniesienia o dziwnych kultach wśród mieszkańców miasta. Działania przeciwko kościołowi dotknęły także i Zakon Miecza. By pozyskać wiernych i zwolenników, Zakon posuwa się nawet do inscenizacji tzw. ?cudu lubelskiego? - w dawnym kościele jezuickim, obecnie katedrze, obraz Matki Boskiej zapłakał! W mieście doszło do obudzenia się nastrojów religijnych oraz zamieszek.
Okres PRL to czas, gdy ścierały się ze sobą dwie siły - Zakon Miecza i kultyści Shub-Niggurath. Istnieniu tych ostatnich stale zaprzeczano. Natomiast Zakon, choć oficjalnie również nikt nie potwierdził jego istnienia, był w różnych rządowych publikacjach oskarżany o ?pracę jako agent Watykanu, zachodu i imperializmu?. Nie wiadomo czy prowadził jakąkolwiek działalność antykomunistyczną. Faktem jest, że w Lublinie w lipcu 1980 doszło do dużych wystąpień robotniczych, które były niejako zapowiedzią późniejszego sierpnia jednak nikt nie potwierdził koordynacji tych działań z innymi protestami, ani tym bardziej ich inspiracji ze strony jakiejś organizacji.
Po roku 1989 zapadło dziwne milczenie, jeśli chodzi o tę organizację. Nikt również nie wspominał o czcicielach Kozy. Tymczasem miały miejsce tajemnicze zdarzenia. W 1991 z kościoła Dominikanów, od zawsze związanego z Zakonem Miecza, zniknęła najcenniejsza relikwia - drzewo Krzyża Świętego. W mieście od wielu lat trwały prace przy penetracji podziemi - władze chciały utworzyć podziemną trasę turystyczną. Choć gotowa, z różnych powodów jej otwarcie było przekładane przez kilka lat. W roku 2002 zniszczony plac po Farze - kościele Św. Michała został starannie przebudowany. Miejsce odrestaurowano, wyeksponowano fundamenty, które mają udawać stare mury. Z pozoru działania zupełnie niewinne, dopóki nie uświadomimy sobie, co tak naprawdę mieściło się w tym miejscu i jakie tajemnice kryły podziemia Fary. Czyżby dawny patrycjat znów powrócił do swego miasta?
II Miasto współczesne
1.1 Geografia miasta
Dzisiejszy Lublin jest miastem liczącym blisko 400 tys. mieszkańców, położonym w północnej części Wyżyny Lubelskiej nad rzeką Bystrzycą. Dominującą cechą jego krajobrazu są liczne pagórki i wzgórza. Dzisiejsze miasto składa się z historycznej części centralnej - w której skład wchodzą dzielnice Stare Miasto i Śródmieście, oraz z nowych, powstałych w dużej mierze po II wojnie światowej, dzielnic mieszkaniowych. W granicach administracyjnych miasta znajdują się również liczne obszary zielone, w tym dwa lasy, oraz zbudowany w latach 70 XX wieku zbiornik wodny - Zalew Zemborzycki.
Najstarsze historycznie dzielnice to: Stare Miasto wznoszące się na wzgórzu w widłach rzeki Bystrzycy i niewielkiej Czechówki. Na północny wschód od niego znajduje się wzgórze zamkowe, zaś na północ wzgórze Czwartek. Centrum miasta stanowi obecnie dzielnica Śródmieście z XIX-wieczną zabudową, położona na zachód od Starego Miasta, z osią będącą jej główną ulicą - Krakowskim Przedmieściem i jego przedłużeniem, Alejami Racławickimi. Na południowy zachód od Śródmieścia powstała dzielnica zwana L.S.M. (Lubelska Spółdzielnia Mieszkaniowa).
Wschodnia część miasta ma charakter przemysłowy. To tutaj już od XIX wieku skupiały się przeróżne fabryki. Najpierw wokół dworca kolejowego, np. browar, młyn, fabryka samolotów, a dalej na wschodzie fabryka samochodów, czy powojenna, słynna odlewnia ?Ursus?. Miejsca te nie należą do najbezpieczniejszych. Ponura sławą cieszy się zwłaszcza robotnicza dzielnica Motor (tzw. Tatary) czy pobliskie Bronowice i ciągnąca się na południe od dworca ulica Wł. Kunickiego. Część północną miasta zajmują dzielnice mieszkaniowe - Kalinowszczyzna, Ponikwoda z blokami mieszkaniowymi z lat 60-80. Jednym z większych ?blokowisk? jest jednak dzielnica Czechów powstała głównie w latach 80 XX wieku. Zachodnią część miasta zajmują osiedla domków jednorodzinnych - Sławinek, Sławin, Konstantynów, Węglin. Na południe wznoszą się kolejne bloki dzielnicy Czuby (na terenach dawnych majątków Rury- stąd czasem używane są obie nazwy). Za nimi zaś położony jest Stary Las - jeden z dwóch w mieście. W granicach administracyjnych znajdują się również południowe dzielnice oddalone znacznie od centrum ? Wrotków - gdzie dominuje przemysł i położona jest lubelska elektrociepłownia, Dziesiąta zabudowana domkami jednorodzinnymi i Abramowice- kojarzące się jednoznacznie ze znajdującym się tam szpitalem neuropsychiatrycznym.
Na samym południowo-zachodnim końcu miasta położony jest Zalew Zemborzycki, od wschodu otoczony lasem Dąbrowa. W lecie miejsca te stają się lokalną atrakcją turystyczną.
1.2 Komunikacja
Główne arterie komunikacyjne Lublina to: Aleja Kraśnicka - droga wylotowa, prowadząca w południowo-zachodnim kierunku na Kraśnik i dalej do Sandomierza, Kielc, Krakowa lub Rzeszowa. Do Warszawy prowadzi północno-zachodnia Aleja Warszawska. Na północ w kierunku Białegostoku prowadzi Aleja Spółdzielczości Pracy, zaś na południowy-wschód do Zamościa czy Chełma Aleja W. Witosa. Mniejsze znaczenie mają drogi prowadzące do pobliskich miasteczek - ul. Turystyczna, biegnąca na północny-wschód w kierunku Łęcznej, a na południu ul. Abramowicka prowadząca do Biłgoraja i Zemborzycka do Bychawy. W mieście drogi z północy, zachodu i wschodu łączą się w Aleję Tysiąclecia i Aleję Solidarności - dlatego też cały ruch tranzytowy przechodzi przez Lublin. Coraz częstsze stają się korki uliczne i brak wolnych miejsc parkingowych w Śródmieściu, co do niedawna było jeszcze niewielkim problemem.
Komunikacja miejska opiera się na Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym (MPK). Nowością są trzy linie nocne, dotychczas Lublin znany był z wielkiej niechęci do wprowadzenia tego rodzaju komunikacji. Ciekawostką jest, że w mieście oprócz autobusów istnieją linie trolejbusowe (nigdy zaś nie istniały tramwaje). Dużą popularnością, z racji niższych cen, cieszą się pojazdy innych przewoźników. Tzw. komunikacja prywatna, choć mniej liczna, jest drugą siłą obsługująca przewozy pasażerskie wewnątrz miasta. Skupia prywatnych kierowców z własnymi, często wiekowymi autobusami.
W okolice Lublina można dostać się klasycznie pociągami PKP, autobusami PKS, bądź tzw. busami. Są to również prywatni przedsiębiorcy kursujący na trasach podmiejskich, często liczniej i taniej niż PKS. Niektórzy obsługują trasy do innych miast wojewódzkich, np. Warszawy, Krakowa, Rzeszowa, a nawet Gdańska i Wrocławia.
Liczne są w Lublinie przedsiębiorstwa taksówkowe, podobnie jednak jak w całym kraju, nie cieszą się ze względu na cenę wielką popularnością i mieszkańcy korzystają z nich w chwilach wyżej konieczności.
Taxi Kolo
Nocami po Lublinie krąży taxi-busik z bardzo interesującym kierowcą, które zwykle opowiada niestworzone historie, jeździ dość niebezpiecznie, a do tego sprawia wrażenie, że jest chyba nieco szalony (bez przerwy się śmieje). Ten wesoły koleś (przez klientów zwany Taxi Kolo) jest ulubieńcem wszystkich amatorów nocnych wypraw ? za kurs bierze niewiele, a jeszcze można się targować. Potrafi też zabrać i dziesięć osób naraz. Jazdę umila opowieściami o latach spędzonych w szpitalu neuropsychiatrycznym w Abramowiczach, swych licznych podróżach, legendami miejskimi. Równie często plotkuje o klientach, a człowiek się tylko zastanawia czy wszystko, co plecie, nie jest wielką bzdurą.
S: 10
KON: 6
BC: 15
INT: 11
MOC: 11
ZR: 15
WG: 6
WYK: 13
P: 55
WT: 8
Modyfikator obrażeń: +1k4
Umiejętności: Elektryka 40%, Mechanika 80%, Mity Cthulhu 30%, Prowadzenie samochodu 90%, spostrzegawczość 65 %, targowanie się 55%, Ukrywanie się 40%, Wiarygodność 60%, Wmawianie 55%
1.3 Urzędy
Siedziba Prezydenta Miasta i Urzędu Miasta mieści się w Nowym Ratuszu (zwanym zwykle po prostu Ratuszem) przy Placu Wł. Łokietka.
W Lublinie znajduje się również Urząd Marszałkowski i Wojewódzki w tym samym gmachu na ulicy Spokojnej, zaś niemal naprzeciwko Starostwo Powiatowe. W pobliżu Archikatedry na ul. Wyszyńskiego mieści się siedziba kurii arcybiskupiej.
1.4 Uczelnie wyższe
Lublin jest miastem studentów. To oni kształtują jego charakter. Najlepiej widać to w czasie wakacji, kiedy miasto niemal wymiera, i jesienią, gdy ulice na nowo zapełniają się młodymi ludźmi. W Lublinie istnieje 5 wyższych uczelni państwowych, powstają też liczne uczelnie prywatne.
Katolicki Uniwersytet Lubelski. Najstarsza uczelnia, powstała po I wojnie, mająca kształcić i wychowywać młodzież na światłych obywateli, patriotów i katolików. Niemal pewne jest, że założyciele uczelni związani byli z Zakonem Miecza Św. Hieronima. Fundując uniwersytet chcieli zapewnić miastu należyta obronę, a zakonowi przyszłą kadrę. Obecnie studiuje tu ok.18 tys. studentów na wielu kierunkach, wśród których od samego początku istnienia dominują nauki humanistyczne. Bogatym księgozbiorem z tych właśnie dziedzin może poszczycić się Biblioteka KUL.
Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej. Prężny ośrodek naukowy, kształcący na wielu kierunkach od nauk ścisłych po humanistyczne. Większość budynków UMCS skupiona jest blisko siebie i tworzy tzw. Miasteczko Akademickie. Założony w 1944 roku uniwersytet obejmował początkowo wydziały lekarski, przyrodniczy i rolny. Z biegiem lat uczelnia zwiększała liczbę wydziałów, niektóre zaś wydzieliły się. W ten sposób powstała Akademia Medyczna i Rolnicza. Obecnie na UMCS studiuje ponad 30 tys. osób. Co ciekawe, UMCS po upadku zakładów przemysłowych stał się największym pracodawcą w regionie.
Akademia Medyczna. Farmacji i medycyny nauczano w Lublinie od 1944 roku na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej. Istniejące w UMCS, niemal od chwili jego utworzenia, wydziały: Lekarski (1944 r.) i Farmaceutyczny (1945 r.), w wyniku wydzielenia w 1950 roku z Uniwersytetu, uzyskały autonomię i zostały przekształcone w Akademię Lekarską, która po trzech miesiącach funkcjonowania przyjęła ostatecznie nazwę Akademii Medycznej. Obecnie AM im. Prof. Feliksa Skubiszewskiego kształci ponad 4 tys. studentów. Oferuje również studia anglojęzyczne dla obcokrajowców, stąd najczęściej młodzi cudzoziemcy spotykani na ulicach Lublina są jej studentami. AM posiada wiele budynków w mieście (często o starej metryce). Rektorat położony jest np. w centrum miasta, natomiast akademiki w północnej części miasta przy ul. W. Chodźki w sąsiedztwie Czechowa. Stąd też studenci zmuszeni są do wędrówek, podczas których zdarza im się ?zaginąć? np. w pobliskich spelunkach ul. Lubartowskiej.
Akademia Rolnicza. Podobnie jak poprzednia szkoła wyższa, AR wyodrębniła się z UMCS. Od lat pięćdziesiątych XX w. jest samodzielną placówką, od 1972 funkcjonuje pod nazwą Akademii Rolniczej. Studiuje tu ok. 10 tys. osób na wydziałach medycyny weterynaryjnej, rolniczym, biologii i hodowli zwierząt i innych. Budynki uczelniane sąsiadują z UMCS, podobnie jak i akademiki. Całość wchodzi w skład Miasteczka Akademickiego.
Politechnika Lubelska. Powstała z inicjatywy lubelskiego środowiska techników, inżynierów i naukowców w 1953 jako Wieczorowa Szkoła Inżynierska. W 1977 po wielu przekształceniach została utworzona Politechnika Lubelska. Jej obecne wydziały to: Wydział Elektrotechniki i Informatyki (poprzednio - Elektryczny), Wydział Inżynierii Budowlanej i Sanitarnej, Wydział Mechaniczny, Wydział Zarządzania i Podstaw Techniki. Budynki uczelni tworzą zwarty kompleks podobny nieco do Miasteczka. Całość położona jest jednak nieco dalej od centrum, przy ulicy Nadbystrzyckiej (w pobliżu rzeki). Okolica pełna jest jednak studentów (głównie mężczyzn), o czym przekonamy się wstępując do licznych knajpek.
1.5 Szpitale
Lublin ma obecnie kilkanaście szpitali. Najważniejsze to: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny przy al. Kraśnickiej i Państwowy Szpital Kliniczny nr 4 przy ul. Jaczewskiego, podlegający AM, gdzie często można spotkać jej studentów (położony zresztą w sąsiedztwie jej akademików). Są też szpitale Kolejowy i Wojskowy. Słynnym jest szpital Neuropsychiatryczny na ul. Abramowickiej potocznie zwany Abramowicami. Nazwa ta stała się w Lublinie synonimem ?wariatkowa?.
?Dr n. med.? Czesław Spadowski
Czesław Spadowski, inżynier, trafił do szpitala neuropsychiatrycznego w Abramowicach w wieku lat 32. Wykryto u niego schizofrenię, podjęto leczenie. Po pewnym czasie pacjent został skierowany do domu. Nie mogąc jednak rozstać się ze szpitalem, nadal tam przychodził, tym razem jednak wybrał dla siebie rolę lekarza. Można go niemal codziennie spotkać gdy kręci się po budynku w kitlu z identyfikatorem ?dr n. med. Czesław Spadowski?. Nie wiadomo dlaczego dyrekcja szpitala na to zezwala. Niektórzy mówią, że to kwestia przyzwyczajenia albo element terapii. ?Dr? Czesław słynie jednak z tego, ze nabiera młody personel szpitalny oraz praktykujących tu studentów AM. Słynne jest jego oprowadzanie po szpitalu każdej grupy, która mu się nawinie. A jak się okazuje, może powiedzieć wiele na jego temat.
S: 10
KON: 10
BC: 13
INT: 15
MOC: 9
ZR: 14
WG: 13
WYK: 16
P: 45
WT: 10
Modyfikator obrażeń: brak
Umiejętności: Chemia 20%, Farmacja 40%, Medycyna 60%, Perswazja 50%, Psychologia 40%, Spostrzegawczość 70%, Ukrywanie się 40%, Wiarygodność 70%, Wmawianie 70%
1.6 Biblioteki i archiwa
Biblioteka imienia Hieronima Łopacińskiego
Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie powstała w 1907 roku. Jest główna publiczną biblioteką w województwie. Powstała tuż wkrótce po śmierci swego patrona (patrz ramka), dzięki działaniom jego przyjaciół skupionych wokół Towarzystwa Przyjaciół Biblioteki Publicznej. Głównym jej zadaniem miało być przechowywanie i zatrzymanie na terenie Lublina bogatych zbiorów Łopacińskiego. Wśród członków Towarzystwa znalazło się wiele osób z ówczesnej lubelskiej śmietanki. Pierwsza siedziba biblioteki znajdowała się w gmachach dawnego klasztoru dominikańskiego, który wówczas był zajęty na sierociniec przez Lubelskie Towarzystwo Dobroczynności. Wśród zbiorów Łopacińskiego zapewne znajdowało się wiele dokumentów związanych z Zakonem Miecza. Był on zafascynowany tą organizacją. Jego spadkobiercy widać kontynuowali pracę mistrza, zaś by mieć łatwy dostęp do sekretnych ksiąg, umieścili je w ich pierwotnej siedzibie. Znajdowała się tam aż do ponownego przejęcia klasztoru przez dominikanów tuż przed II wojną światową, którzy znów położyli pieczęć tajemnicy na tym miejscu.
Obecna siedziba biblioteki znajduje się przy ulicy Narutowicza. W swych zbiorach ma ponad 800 tys. jednostek. Odnajdziemy tu podstawowy zasób naukowej produkcji wydawniczej z 2. połowy XIX i 1. połowy XX wieku. Stare druki i rękopisy obejmują prawie 20 tys. jednostek. Bardzo cenne są zbiory dotyczące Lubelszczyzny, czyli tzw. regionalia.
Posiada również szereg filii niemal w każdej dzielnicy Lublina, posiadają one jednak z reguły książki wydawane w ostatnich kilkunastu latach.
Hieronim Rafał Łopaciński
Był językoznawcą, etnografem, historykiem i bibliofilem. Ur. się 1860 roku na Kujawach. Ukończył Wydział Historyczno-Filologiczny Uniwersytetu Warszawskiego. Pracował jako nauczyciel języków klasycznych w Warszawie, a od 1884 roku w gimnazjum lubelskim. Związany był z ówczesnym światem nauki. Od 1886 r. na zlecenie swego dyrektora, który działał w porozumieniu z władzami gubernialnymi i warszawskimi, zaczął wykonywać badania i poszukiwania materiałów, mających wykazać rosyjskość Lublina i regionu. Wówczas to natknął się na pozostałości archiwum dominikańskiego i rękopisy ojca Ruszla. Tak zaczęła się jego fascynacja Lublinem. Miał wiele zainteresowań: językoznawstwo, etnografia, zwyczaje, budownictwo. Wiele podróżował, przeszukując archiwa, biblioteki, a nawet prywatne zbiory. Czego poszukiwał, możemy się tylko domyślać. Jego pracę przerwała nagła śmierć w wyniku wypadku. Czy w to wydarzenie nie były przypadkiem zamieszane osoby związane z tajemniczym ojcem Ruszlem? Pochowany został na cmentarzu przy ulicy Lipowej. Rękopisy przekazane zostały Akademii Umiejętności w Krakowie, zaś bogaty księgozbiór stał się początkiem biblioteki jego imienia.
Biblioteka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
Znajduje się na ulicy Chopina (boczna Krakowskiego Przedmieścia), w pewnym oddaleniu od głównych budynków uniwersyteckich. Gmach będący obecnie jej siedzibą powstał przed II wojną światową, a w jej trakcie Niemcy użytkowali go jako magazyn rzeczy zrabowanych ludności miejscowej. W 1947 przeniosła się tu biblioteka KULu, która zapewne przejęła część woluminów z niemieckiej kolekcji. Obecnie jest chyba najlepiej wyposażoną w Lublinie biblioteką. Oficjalnie posiada niemal 1 mln 700 tys. książek, najstarsze dzieła pochodzą jeszcze ze średniowiecza.
Najcenniejszym zabytkiem są tzw. Dekrety Gracjana, kodeks z XIV w. będący zabytkiem prawa kanonicznego.
Ciekawe pozycje w bibliotece KUL:
A. Żbikowski, Lubelskie procesy religijne
Niewielkie dzieło będące napisanym w XX wieku kompendium wiedzy o lubelskich czarownicach i czarach. W czytelni dostępna jest jedynie wersja ocenzurowana, niektórzy mogą jednak dotrzeć do pełnej wersji, stale obecnej w magazynie biblioteki KUL.
(Pełna wersja: Utrata PP -0/1k4, premia do Mitów Cthulhu +2%, wskaźnik czarów x1, 2 tyg. studiów)
Jan Riabinin, Czary, herezje i kulty lubelskie
Pochodzące sprzed ostatniej wojny podsumowanie dotyczące ruchów i nowinek religijnych w Lublinie na przestrzeni dziejów.
(Utrata PP -1k4.1k6, premia do Mitów Cthulhu +8%, wskaźnik czarów x2, 12 tyg. studiów)
Dekrety Gracjana
Są jednym z najcenniejszych zabytków piśmienniczych biblioteki KUL. Na świecie istnieje ok. 600 egzemplarzy tego dzieła. Dekrety (pełny tytuł - Concordia discordantium canonum - czyli Harmonia nieuzgodnionych kanonów), powstały w Bolonii w latach 1140 ? 1150. Autorem był, jak się uważa, mnich z bolońskiego klasztoru kamedułów ś.ś. Feliksa i Nabora o imieniu Gracjan, urodzony we Włoszech na początku XII wieku. Wiadomo o nim bardzo niewiele. W roku 1143 służył pomocą prawną w pewnym procesie przed sądem kościelnym. Studiował w nieznanym z nazwy klasztorze alpejskim. Zmarł prawdopodobnie około roku 1150.
Dzieło zawiera uporządkowane prawa, jakie powstały w ciągu całej historii kościoła. Sprzeczne niekiedy dekrety soborów, papieży i inne zostały tu uporządkowane i wyjaśnione. Zawiera podane sposoby postępowania w przeróżnych sytuacjach. Dzięki temu ma charakter uniwersalny, bowiem obok sytuacji typowych, z jakimi spotyka się każdy duchowny (np. postępowanie z datkami wiernych), mamy też opisy działań biskupów przeciwko heretykom, sposoby używania tortur, działań przeciwko magii i inne. Wydaje się, że dzieło było swego rodzaju podręcznikiem. Oprócz treści podstawowych, zawiera zawoalowane wskazówki dla wtajemniczonych, które można odnaleźć studiując liczne miniatury. Istotnym kluczem są wyobrażenia na marginesach, np. bestie z ciałami, które przypominają pantery z ludzką głową ozdobioną koroną czy tiarą, a czasami półpostaci ludzkie, niekiedy również zwierzęta takie jak małpa czy kot. Komentują one i dopowiadają zawartą obok myśl. Nie wszystkie są jednak jednoznacznie odczytane.
(Utrata PP -1k4/1k6+1, premia do Mitów Cthulhu +10%, wskaźnik czarów x2, 16 tyg. studiów)
Księga zawiera przepis na sporządzenie proszku, dzięki któremu możliwym staje się ignorowanie czasoprzestrzeni i niemal dowolne poruszanie się w niej na niewielkie odległości). Wykorzystywał go chociażby ojciec Ruszel (po przygotowaniu proszek należy poświęcić, koszt-3 PM, przejście każdych 10 m. w dowolnym kierunku pociąga utratę 1 PM, podróż w czasie - 10 min- 1 PM).
Dzięki wnikliwym studiom dowiedzieć się również można, w jaki sposób sporządzić święte wino, po wypiciu którego otrzymamy dar bezbłędnego odnajdywania sług Szatana (są widziani jako osoby z koźlimi rogami). (po przygotowaniu konieczne poświęcenie ? 5 PM).
Biblioteka UMCS
Biblioteka UMCS jest najmłodszą z trzech głównych bibliotek lubelskich. Posiada ok. 1,6 mln jednostek. Zbiory mają charakter uniwersalny, dosyć sporo można odnaleźć prac na temat Lublina oraz ludności żydowskiej.
Istnieją jeszcze inne biblioteki, które jednak nie mają większego znaczenia w pracy badawczej.
Archiwum Państwowe w Lublinie
Jest jednym z najlepiej zaopatrzonych w Polsce. Zasoby dotyczą głownie obszarów Lubelszczyzny. Najstarszym dokumentem jest akt lokacyjny miasta Lublina wydany przez Władysława Łokietka w 1317 r., najnowsze pochodzą z 1999 r. W zasobie archiwum znajduje się wiele dawnych akt sądowych - ksiąg grodzkich i ziemskich z XV-XVIII w. oraz, co ciekawe, akta władz miejskich XIV-XX w. Liczne są dokumenty będące dziełem lokalnej administracji XIX ? XX w. Odnajdziemy też plany i mapy oraz bogate archiwa rodzinne (największe Archiwum Ordynacji Zamojskiej), księgi metrykalne, akta notarialne i hipoteczne, czy władz kościelnych. W tak bogatych zbiorach znaleźć można zapewne niejeden ciekawy dokument.
Trzeba pamiętać, że przedstawione powyżej dane dotyczą poznanego zbioru archiwum. Co jeszcze może kryć instytucja mieszcząca się w budynkach dawnego klasztoru jezuickiego?
1.7 Muzea i galerie
Muzeum Lubelskie, mające swą siedzibę na Zamku, jest jednym z najstarszych w Polsce. Jego początki sięgają roku 1906 r. Powstało z inicjatywy Lubelskiego Towarzystwa Rolniczego, organizacji kontynuującej tradycje lubelskiego etnografa H. Łopacińskiego. Eksponaty pochodziły z darów kolekcjonerów i wykraczały poza rejon lubelski. Obecnie zbiory liczą 125 tys. eksponatów z różnych dziedzin: archeologii, numizmatyki, militariów, sztuki, grafiki i etnografii. Cenne są zwłaszcza te ostatnie, zbierane już od początku istnienia instytucji. Oprócz prezentowanych eksponatów, w postaci malarstwa czy rzeźby ludowej, możemy odnaleźć materiały archiwalne. Składają się na nie między innymi: teksty z wywiadów terenowych, nagrania magnetofonowe, bogate zbiory fotograficzne.
Do najcenniejszych zabytków archeologicznych należą zaś:
- Jedyne w Polsce plastyczne przedstawienie pary zwierząt w zaprzęgu sprzed 5 tys. lat, odkryte w Krężnicy Jarej.
- Unikatowy skarb paciorków fajansowych (około 1000 szt.) pochodzących z Egiptu, odkryty w Horodysku - jedno z najstarszych (sprzed około 3700 lat) znalezisk szkła w Polsce.
-Figurka kozy pochodząca prawdopodobnie z terenów starożytnej Mezopotamii, z inskrypcją klinową (ok. 1500 p.n.e.).
-Skarb bursztynu z Basonii - największe znane dotąd znalezisko z gotowymi wyrobami bursztyniarskimi - zawierający 253 duże paciorki bursztynowe oraz bryły surowca i półwytwory.
Figurka kozła
Pochodząca prawdopodobnie z terenów Mezopotamii (tak twierdzi miejscowy regionalista, dr Koźluk) starożytna figurka była swego czasu sensacją lubelskiego muzeum. Nie wiadomo w jaki sposób znalazła się w zbiorach, najpewniej należała do kolekcji Łopacińskiego. Do lat 60 XX w. była częścią ekspozycji archeologicznej, wtedy też zainteresowały się nią wyższe władze. Sprawa stała się głośna, kiedy jeden z partyjnych prominentów, któremu na własną ?prośbę? podarowano figurkę, zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Eksponat wrócił do muzeum, gdzie również kilku pracowników w krótkim czasie rozstało się dość gwałtownie z życiem. Pojawiły się plotki o klątwie kozła. Dyrekcja uciszyła sprawę zwalniając niektórych pracowników, a figurkę wysłano do magazynu, gdzie przebywa do dziś.
Figurka przedstawia kozła (kozę?) z wzniesionymi racicami, na podstawie znajduje się napis stworzony pismem klinowy, odczytany przez dr Koźluka jako l-shb-lbl-l. o nieznanym znaczeniu.
Muzeum posiada liczne odziały. Najciekawsze z nich to:
Muzeum Historii Miasta Lublina.
Mieszczące się Bramie Krakowskiej. Posiada bogate zbiory lublinianów, m.in. ikonografii miasta.
Muzem Martyrologii “Pod Zegarem”.
Muzeum mieści się w dawnym areszcie śledczym gestapo. Wystawa poświęcona jest martyrologii mieszkańców Lublina i Lubelszczyzny w czasie II wojny światowej. Wśród zbiorów odnaleźć można m.in. dokumenty więźniów Zamku Lubelskiego z l. 1939-1954. Co ciekawe, muzeum stworzono dopiero w latach 70. bowiem zajmujące ten obiekt po wojnie wojsko nie chciało się rozstać z niektórymi pomieszczeniami. Sprawa otarła się ponoć o samą ?górę? w Warszawie. Do dziś muzeum zajmuje jedynie dawne piwnice, natomiast armia gospodaruje całym budynkiem, nadal będąc w posiadaniu kilku cel ? dlaczego nie przekazano ich na potrzeby historyczne? Tego nikt nie potrafi wyjaśnić.
1.8 Teatry, kina
Teatr im. J. Osterwy znajduje się w centrum, przy ul. Narutowicza. W Lublinie funkcjonuje również Teatr Muzyczny i inne mniejsze. Najważniejsze kina to Kosmos (jedyne większe) oraz Bajka. Tam można zobaczyć premiery filmowe. Istnieją również mniejsze, niekiedy w domach kultury. Zdarza się, że organizowane są pokazy filmów na uczelniach.
1.9 Hotele i miejsca noclegowe
Przyjezdni mogą zatrzymać się w hotelach Europa i Lublinianka, położonych w centrum przy Krakowskim Przedmieściu (3 gwiazdki). Do lokali podobnej klasy należą Victoria i Mercure Unia, znajdujące się w Śródmieściu. Mniej zamożni zanocują w Domu Nauczyciela, Hotelu Studenta Zaocznego na miasteczku akademickim czy dawnym robotniczym hotelu Polonia. Miejsce też znaleźć można w przydworcowych hotelach (uwaga na owady i “podróżnych”) lub akademikach.
1.10 Restauracje, puby, knajpy i spelunki
Eleganckie restauracje znajdują się na deptaku przy Krakowskim Przedmieściu oraz dobrych hotelach. Nierzadko można tu spotkać lubelską śmietankę ? miejskich oficjeli z samym prezydentem na czele. Przy wejściu obowiązuje odpowiedni strój oraz dobrze wyposażony portfel.
Inna grupa lokali to dinozaury dawnej epoki. Jest ich ledwie kilka, lecz wnętrzem i obsługą pokazują, że hołdują przeszłości. Tam bywają ci, dla których czas stanął w miejscu ? dawna partyjna elita, wspominająca chwile młodości.
Na deptaku sporo jest również lokali przeznaczonych dla ?zwykłych? ludzi. Gęsto od nich na Starym Mieście i w dzielnicy akademickiej, gdzie są okupowane przez ?studiujących? żaków.
W węższych sąsiednich uliczkach możemy też odnaleźć knajpy-mordownie, gdzie przesiaduje podejrzane towarzystwo. Zasadą jest, że im dalej od centrum, tym trudniej znaleźć porządny lokal, a na niektórych blokowiskach nie uświadczysz żadnego. Największe dyskoteki znajdziemy w okolicach Miasteczka Akademickiego.
Większość restauracji na Starym Mieście i w Śródmieściu zajmuje dawne piwnice. Biesiaduje się zatem w historycznych murach, często obok zupełnie zapomnianych pomieszczeń. W trakcie libacji nigdy nie wiesz, czy wychodząc nie dotkniesz kawałka historii?
Bar ?Kogut?
Bar niemal w centrum miasta przy bocznej ulicy odchodzącej od Okopowej, gdzie mieści się prokuratura i komenda główna policji. Miejsce z pozoru bezpieczne, jednak w tej spelunce gromadzą się wszelkiej maści indywidua, począwszy od lokalnych obszczymurków i żuli, po wyspecjalizowanych kieszonkowców i dresiarzy gotowych zabić za paczkę fajek. Tutaj też spotkasz Rudolfa, organistę z cmentarza na Lipowej oraz jego pomagiera Zbyszka. Co odważniejsi (i biedniejsi) studenci medycyny zaopatrują się u nich w pomoce niezbędne na egzaminie z anatomii. Ceny konkurencyjne.
1.11 Banki, hipermarkety i inne punkty usługowe
Największe centra usługowe znajdują się w Śródmieściu oraz we wschodniej części miasta, przy drodze w kierunku Świdnika. Na drugie centrum handlu wyrastają okolice ul. Zana czy al. Kraśnika. Budowane początkowo z oporami hipermarkety stają się, podobnie jak w innych miastach Polski, stałym elementem krajobrazu, a sprawa pozyskania miejsca pod nowe obiekty często jest obecna na zebraniach rady miasta.
1.12 Przemysł, największe zakłady
Miasto posiadało niegdyś zakłady przemysłowe zatrudniające tysiące ludzi (FSC, Daewoo, Ursus). Obecnie wszystkie one upadły. Pozostały po nich liczne hektary nieużytków i puste hale fabryczne. Maszyny w większości zdemontowano i oddano na złom, mimo że często były sprawne. Dawne, opuszczone fabryki straszą więc teraz we wschodniej części miasta, wśród nich najsłynniejsza jest ruina odlewni Ursus Jedyne, większe fabryki, które przetrwały kryzys, to cukrownia, browar i gorzelnia. Znajdujące się w południowej części systematycznie dostarczają swoich wyziewów otaczającym je dzielnicom.
1.13 Media, imprezy stałe
Lokalne media ograniczają się do regionalnego programu telewizji publicznej, kilku rozgłośni radiowych (Radio Lublin, Puls, studenckie Centrum FM) oraz dzienników ?Kuriera Lubelskiego? i ?Dziennika Wschodniego? ukazującego się w całym regionie.
Wśród atrakcji sezonu letniego miasto może się pochwalić bogatą ofertą imprez studenckich. Każda uczelnia organizuje własną mniej lub bardziej masową uroczystość. Należą do nich Kozienalia (UMCS), Kulturalia (KUL), Juwenalia (PL), Medykalia (AM), Feliniada (AR). Organizowane w maju, sprawiają znaczące trudności w sesji letniej studentom, a czasem utrudniają spokojne życie mieszkańcom. Główną atrakcja imprez są organizowane wówczas darmowe koncerty, ale nierzadko odbywają się przeróżne happeningi, prelekcje, wykłady, pokazy filmów.
Władze miasta organizują często imprezy masowe na Placu pod Zamkiem, np. Pożegnanie lata itp. Są to darmowe koncerty przeznaczone dla całych rodzin połączone zwykle z pokazem fajerwerków. Głównym sponsorem jest oczywiście lokalny producent piwa.
Sporo jest też atrakcji kulturalnych przeznaczonych dla bardziej wymagającego odbiorcy. Działają teatry niezależne i różne grupy artystyczne, które często mogą szokować prezentowanym repertuarem Spotkasz tam wiele niebanalnych osób.




Nie znam się na Zew Cthulu, dlatego podchodzę inaczej do tej pracy. Według mnie autor naprawdę się postarał. Nawet nie ma chyba błędów ortograficznych. Autor musiał wiele przeczytać, by stworzyć tą pracę dlatego dzięki. Mam jednak jedno ALE. Mianowicie nie wiem czy to błąd autora czy mistrza Kadłubka, ale to nie siostra a córka Cezara miała na imię Julia. Taki był zwyczaj rzymski, że córki nie miały innych imion jak odpowiedniki żeńskie ojcowskich imion.
Odpowiadając na “ALE” Czery siegnijmy do Kroniki Polskiej Kadłubka:
Podobnie syn jego (chodzi o Leszka III-Merlin) nie w takiej mierze
[powiększył] państwo ojca, w jakiej wiele dodał do ojcowskich
wyczynów: on Juliusza Cezara pokonał w trzech bitwach, on
w kraju Partów Krassusa zniósł z wszystkimi wojskami, a do ust jego wlewając złoto, rzekł: ?Złota pragnąłeś, złoto pij”. Rozkazywał i Getom, i Partom, a także krainom położonym poza Partami. Wreszcie Juliusz, rad się z nim sprzymierzyć węzłem powinowactwa, wydaje za niego siostrę Julię. Jej to jako posag przekazana została od brata Bawaria, a jako dar ślubny od męża prowincja serbska. Założyła ona dwa miasta, z których jedno od imienia brata kazała nazwać Julius [teraz Lubusz], drugie Julia od własnego imienia [obecnie nazywa się ono Lublin].
Jak widać chodzi o siostrę Julię, pamiętajmy jednak o bujnej wyobraźni biskupa kronikarza, która już w tych fragmentach się ujawnia. Postać siostry Cezara jest jednak prawdziwa.
Gajusz Juliusz posiadał bowiem dwie siostry ? Julię Starszą i Julię młodszą i wynikło to ze zwyczaju o którym pisze Czera ? ojcem ich był Gajusz Juliusz Cezar, dziadkiem też. Chodzi oczywiście o różne osoby. :)))