Cthulhu Made in Lublin 2.0 - część II

autor: Rafał ”Merlin” Hordyjewski

Cthulhu Made in Lublin
Straszne dzieje miasta Lublina

Nieoficjalny dodatek do systemu Zew Cthulhu

LUBLIN 2007

2.0

1.1 Stare Miasto, Wzgórze Zamkowe, Śródmieście
Lubelskie stare miasto nie jest co prawda zbyt duże, ale kryje w sobie różne ciekawe, a czasem przerażające miejsca. Historycznie jest najstarszą częścią miasta, jeszcze przed kilkunastu laty kojarzoną jako dzielnica biedoty i slumsów. Obecnie jest systematyczne odnawiane, jednak nocą lepiej nie wchodzić w boczne zaułki i uliczki. Być może natkniesz się tylko na niegroźnych żuli, dresiarzy bądź kibiców piłkarskich lokalnego Motoru. Dawne domy kryją w sobie wspomnienia o przeróżnych ludzkich losach i biada temu, kto zechciałby wyrwać im te tajemnice. A ich przeszli i obecni mieszkańcy stale czuwają.
Do miasta prowadziły niegdyś dwie bramy - Krakowska i Grodzka. Łącząca je ulica Grodzka jest osią Starego Miasta. Przy niej też znajduje się Rynek oraz Plac po Farze. Dziś, niemal w całości odnowiona, jest reprezentacyjna ulicą, gdzie skupia się życie Starego Miasta.
Brama Krakowska jest jedną z pozostałości po dawnych murach miejskich. Rozbudowywana przez wiele lat, łączy różne style, od gotyku po barok. Krąży legenda, że nocą z jej górnych kondygnacji obok zegara słychać jęki, zawodzenia, postukiwania. Ponoć w XIX wieku zamieszkiwał wieżę niejaki Lutowski, znany z częstego zaglądania do kieliszka. Pewnej nocy po kolejnym ataku pijackiego szału zdemolował zegar, budząc wszystkich mieszkańców miasta. Twierdził ponoć, że słyszał głosy gdzieś spod ziemi, grożące spaleniem miasta, dlatego też uruchomił zegar by bił na trwogę.

Pan Lutowski
Znany ze swych pijackich burd obywatel Lublina, z których najsłynniejszą było zdemolowanie zegara na Bramie Krakowskiej (gdzie mieszkał) jest postacią dość intrygującą. Ponoć w młodości był zapalonym poszukiwaczem lubelskich lochów, zajmował się też modnym w owym czasie spirytyzmem. Wówczas to poznał swą przyszła żonę, kobietę inteligentną acz tajemniczą. Zamieszkał też w bramie - gdzie jak twierdził znajduje się wejście do lochów. W alkoholizm wpadł dość nagle po jednej ze swych wypraw do piwnic. Odwrócił się też od żony. Kulminacją tego było jego feralne ?wystąpienie? na Bramie Krakowskiej.

Rynek
Lubelski rynek jest zdominowany przez budowlę zwaną Starym Ratuszem bądź częściej Trybunałem. To tutaj zasiadali niegdyś rajcy miejscy, było to również miejsce posiedzeń sądu Trybunału Koronnego. Budynek był wielokrotnie przebudowywany, kryje w sobie mury wcześniejszych budowli. Interesujące są jego piwnice - niektóre z nich można zobaczyć (mieści się tam wejście do trasy podziemnej), inne czekają na otwarcie. Powszechnie znanym faktem jest istnienie przejścia z Trybunału do znajdującej się obok Kamienicy Lubomelskich. Ponoć radni i sędziowie miast sprawować powierzone im funkcje udawali się tajnym korytarzem by w tajemnicy oddawać się rozkoszom podniebienia w mieszczącej się tam winiarni.
Trzeba powiedzieć parę słów o otaczających rynek kamienicach. Najokazalej prezentuje się chyba właśnie owa należąca niegdyś do rodu Lubomelskich. W jej podziemiach odkryto sławetną winiarnie, a na jej ścianach śmiałe freski przedstawiające rozkosze płynące z życia i picia wina. Czy jednak miejsce to poświęcone było wyłącznie Dionizosowi i spożywaniu jego boskiego napoju? Należy rozważyć, mając na względzie dziwne zainteresowania rajców miejskich, czy spotykali się tu tylko by pić wino i odpocząć od pracy. Wówczas oczywiste staną się cele jakie im przyświecały. Jasne będzie, że mamy do czynienia z jedną z wielu świątyń, miejsc tajnego kultu, gdzie cześć oddawana jest nie tylko bogowi wina, ale i potężniejszym istotom. Spożywanie wina, rozkosze cielesne, bachanalia, może krwawe ofiary - to wszystko odbywało się w samym centrum dawnego miasta. A może odbywa się nadal? Do niedawna w podziemiach kamienicy mieścił się lokal ? Winiarnia pod Fortuną. Swego czasu usłyszeć można było plotkę jakoby w najniższych kondygnacjach piwnic widziano staroświecko odzianego mężczyznę w cylindrze. Duch? Czy ktoś lub coś innego? Obecnie lokal jest jednak zamknięty i nikt nie może ujrzeć piwnicy ani fresków.

Lubelskie podziemia
Istnieje wiele źródeł mówiących o podziemiach kryjących się pod miastem. Oficjalnie wiadomo, że pod dawnymi kamienicami mieszczan rozciągały się kilkukondygnacyjne piwnice. Wystarczyło, zatem przekuć kilka ścian i mamy gotowe przejście. Od wielu lat władze miasta remontowały piwnice z zamiarem otwarcia w nich podziemnej trasy turystycznej. Obecnie jest już gotowa, jednak otwarcie jej było długo odkładane. Nikt również nie chciał komentować informacji jakoby natknięto się na głębsze lochy, co potwierdzałoby pewne legendy.
Co natomiast można usłyszeć od starszych ludzi i przeczytać w dawnych opracowaniach? Istnienie trzypiętrowych piwnic pod miastem jest oczywiste, są one jednak połączone ze sobą, niżej mamy kolejne kondygnacje, głównie chodniki, jednak wielkości dorosłego człowieka. Podziemia te jednocześnie mają też większe sale, gdzie schodzą się korytarze z różnych kierunków. Takie rozgałęzienia znajdują się np. pod Trybunałem czy zamkiem. Wg niektórych, istnieją korytarze ciągnące się daleko poza miasto ? do pałaców magnackich czy parków, a nawet Sandomierza i Krakowa. Wejścia do tych głębokich lochów szukać można w wielu miejscach ?piwnicach Trybunału, sąsiedniej kamienicy Lubomelskich (ale pewnie i innych?), w bramie przy ul. Archidiakońskiej (tzw. Małym Ratuszu?), pod Kamieniem Nieszczęść

(na którym niegdyś stał pniak, gdzie ścinano głowy; kamień zawędrował po wielu perypetiach na róg ulic Jezuickiej i Gruella na Starym Mieście; ponoć gdy ktoś go dotknie, spotka się z nieszczęściem, może dlatego mało osób szuka pod nim wejścia) ale także w Ogrodzie Saskim. To ostatnie jeszcze w latach 20 XX wieku było ogólnie dostępne, dziś ślad po nim zaginął. W dzielnicy żydowskiej także było jedno z wejść, dziś zapewne nieistniejące, o nim również pochodzą informacje sprzed ostatniej wojny.
W latach 20 XX ukazał się również słynny artykuł M. Gozdawy w ?Przeglądzie Lubelsko-Kresowym? o ekspedycji, jaką podjęto celem zbadania lubelskich podziemi. Wejście w Ogrodzie Saskim znajdowało się gdzieś w wąwozie naprzeciwko budynku KUL. Po kilkudziesięciu metrach dochodziło się do krypty, skąd odchodziły korytarze w trzech kierunkach. Niestety były one zalane wodą bądź zawalone. Podjęto również próby eksploracji lochów pod klasztorem dominikańskim. Jedno z nich znajdowało się za ołtarzem, lecz jak twierdził zakrystianin, zostało zamurowane wskutek dokuczliwości ?strachów, które wyprawiały tam szalone harce?. Drugie wejście odkryto pod podłogą piwnic, skąd prowadził korytarz do jakiejś krypty pokrytej bizantyjskimi malowidłami, wg autora mieszczącej się przy ulicy Złotej.
Artykuł wspomina także o tym jakoby pod wzgórzem Czwartek znajdowały się groby założycieli miasta, bogate w złoto i srebro. Wiemy również o podziemiach pod kaplicą zamkową Św. Trójcy i kryptach kościoła Św. Michała. Wiele wskazuje na to, że wszystkie one się ze sobą łączą. W 1925 roku niejaki inż. Teleżyński wygłosił referat, w którym postulował systematyczne zbadanie podziemi, sugerował też, że niektóre (zwłaszcza pod kościołem Św. Mikołaja Czwartku) ciągną się na niespotykaną głębokość, być może łącząc z jakimś systemem nie będącym dziełem człowieka.

Należy pamiętać, że każda z kamienic na Rynku czy Starym Mieście posiada starą, sięgającą średniowiecza metrykę. Toteż wiele z nich kryć może w sobie przeróżne niespodzianki jak choćby nieznane malowidła, cenne woluminy czy inne przedmioty związane z życiem zamieszkujących je osób. Dla przykładu narożna z nr 2, zwana kamienicą Klonowica, stanowiła własność teścia burmistrza, rajcy i poety Sebastiana Fabiana Klonowica, wielce znaczącego człowieka w XVI wieku. Kolejnymi właścicielami była rodzina Krokierów, przyjaciele Jana Kochanowskiego. Według jednej z wersji, to właśnie tu zakończył swe życie poeta. Kamienica na ulicy Grodzkiej 16 była miejscem, gdzie wybuchł straszliwy pożar miasta w 1575 roku. Co ciekawe, właśnie tutaj znajdował się punkt czerpania wody z miejskich wodociągów. To jednak nie uchroniło miasta przed zniszczeniem.

Klasztor dominikanów
Jedna z odchodzących od rynku ulic, Złota, prowadzi do klasztoru Dominikanów. Miejsce to ważne i szczególne w historii miasta. Zakon cieszył się zawsze dużym poważaniem. To tutaj przechowywano relikwie Św. Krzyża.
Zakon przybył do Lublina już w XIII wieku. Ponoć początkowo zatrzymał się w kościele Św. Mikołaja na Czwartku, dopiero później zbudowano klasztor na wzgórzu staromiejskim. W trakcie swego kilkuwiekowego pobytu rozwinęli szczególną działalność organizując czy współpracując ze zgromadzeniami kultowymi czy stowarzyszeniami, np. Bractwem Św. Krzyża, Bractwem Czystości Św. Tomasza z Akwinu, Bractwem Różańcowym czy Zakonem Miecza Św. Hieronima i innymi. Obdarowywani byli licznym dobrami, jednak od XVI wieku darowizny malały wskutek rozluźnienia religijnego i rosnącego znaczenia tajemnych kultów. Dochodziło też do niemal otwartej walki, którą prowadzili świadomi niebezpieczeństwa ojcowie z Zakonu Miecza. Jednym z jej skutków był pożar miasta w 1575, który rozpoczął się od dominikańskich jatek mięsnych. Ich kościół spłonął wówczas w całości. Rozpoczęto odbudowę. Pamiętać należy, że ze względu na brak miejsc w mieście, w kościele odbywały się sejmiki ziemskie, przechowywano tu też akta ziemskie i trybunalskie. Czyżby Zakon miał sprawować cichą kontrolę nad tym wszystkim?
Po powstaniu styczniowym dominikanie musieli opuścić klasztor (1864), w klasztorze stacjonowało przez pewien czas wojsko carskie, jednak żołnierze rosyjscy często skarżyli się, że w klasztorze “coś straszy”. Później znajdowało się tam mieszkanie prywatne i archiwum. Z pewnością zawierało mnóstwo interesujących informacji dotyczących historii miasta. Człowiek tam mieszkający miał dostęp do największych tajemnic. Nie wiemy czy potrafił je wykorzystać. Budynek jednak był dostępny dla każdego, a więc grabiony i niszczony. W 1900 roku klasztor przejęło Towarzystwo Dobroczynności, wówczas powróciła część zbiorów zgromadzona przez H. Łopacińskiego - tutaj bowiem miała swą siedzibę biblioteka jego imienia. Możemy się zastanawiać jaka była w tym wszystkim rola owego Towarzystwa i czy zajmowało się ono jedynie opieką nad sierotami. Dominikanie powrócili tu dopiero w 1938 roku. Czy zdołali odzyskać chociaż część zgromadzonego niegdyś dziedzictwa?

Biblioteka klasztoru dominikanów słynęła ze swoich zbiorów. Według ocalałych inwentarzy wiadomo, że znajdowały się w niej nie tylko starodruki, ale również różnojęzyczne rękopisy, od XIII w., zawierające wykłady naukowe z różnych uczelni zachodnioeuropejskich. Niestety, na skutek nieostrożności dominikanów, zbiory biblioteczne były okradane przez bibliofilów lub kleptomanów. Znane są ich nazwiska. Biblioteka została wywieziona w głąb Rosji w czasie kasaty klasztoru w 1886 r. Przypuszczalnie zbiory zostały zniszczone lub rozgrabione po drodze. Pozostawione na miejscu woluminy zaginęły w kolejnych latach. Dotychczasowe poszukiwania nie przyniosły rezultatów.
W archiwum klasztornym, gdzie znajdowały się przede wszystkim akta klasztorne, od 1585 r. przechowywano również dokumenty Trybunału Koronnego i sądów rejonowych. Część zbiorów archiwalnych zostało zniszczonych podczas kasaty zakonu w 1886 r. Niektóre z dokumentów można spotkać w różnych archiwach diecezjalnych i państwowych (także lubelskim). Uratowana część dokumentów znajduje się w centralnym Archiwum Dominikanów w Krakowie oraz bibliotece im. H. Łopacińskiego, dokąd trafiły razem z jego notatkami z czasów badań nad historią klasztoru.
Warto też wiedzieć, że przy klasztorze istniała apteka, która służyła również okolicznym mieszkańcom, od połowy XVI do połowy XVIII w.

Ojciec Paweł Ruszel (1593 - 1658 lub ok. 1864-86?)
Dominikanin, doktor teologii, słynny z pobożności i ascezy, był również rektorem Studium Generale istniejącego w klasztorze z prawem nadawania stopnia lektora i bakałarza filozofii i teologii (w dzisiejszej terminologii: magister i doktor) - istniało od 1644 do 1686 r. i kształciło późniejsze elity Zakonu Miecza. Ojciec Ruszel był przez szereg lat głównym filarem Zakonu. Świątobliwy ojciec przez lata życia poznał jednak tyle elementów zakazanej wiedzy, że sam uszczknął z niej co nieco (choć, jak sądził, w dobrej wierze). Po zainscenizowaniu własnego zgonu nadal był widziany w klasztornych murach - stąd liczne pogłoski o jego widmie, które zjawiało się jakoby zakonnikom. Ojciec Ruszel zgłębiał nadal klasztorną bibliotekę, poszerzał wiedzę, a także przedłużał swe życie. Posiadł sposób przenikania przez materię, swą pracownię urządził w zamurowanej wnęce ściany gdzie ukrywał się przed zakonnikami. Powszechne stało się przeświadczenie o duchu Ruszla krążącym po klasztorze. Doszło nawet do otwarcia jego grobu, a brak ciała w krypcie od chwili zgonu tłumaczono ?wniebowzięciem? pobożnego ojca. Po powstaniu styczniowym, kiedy zaczęto usuwać zakonników, klasztor zajmowało wojsko, a Ruszel pojawiał się coraz częściej. Niestety pewnej nocy trafił jednak na sprytnego żołnierza, który po prostu strzelił do niego. Ojciec zdążył wrócić do swej kryjówki, ale niebawem zmarł. Powołana komisja śledcza usunęła ścianę, gdzie znaleziono szkielet z różańcem Ruszla. Raport komisji nie wspomina o jakichkolwiek zapiskach. Sprawa ducha została zamknięta, więcej się nie pojawił.

Plac po Farze
Plac po Farze, zwany tak z racji tego, że w przeszłości stał na nim główny kościół Lublina p.w. świętego Michała. Na dawnych rysunkach można zobaczyć jego przytłaczającą całą okolicę budowlę z wyniosłą wieżą. Z nim właśnie związana jest legenda o śnie księcia Leszka Czarnego. Niektórzy twierdzą, że miejsce to od wieków było uważane za święte i przeklęte zarazem - świątynia istniała tu, bowiem ponoć w IX wieku tereny miały jakoby znaleźć się pod władaniem Państwa Wielkomorawskiego. Kult Św. Michała przybyć miał od południowych Słowian. Kiedy książę Leszek śnił pod dębem swój sen, obok stała już kaplica. Na jego rozkaz wzniesiono kościół, wielokrotnie później przebudowywany, który stał się najważniejszą świątynią dawnego miasta. Niewielu jednak wiedziało, że w jego podziemiach znajduje się tajemnicze miejsce związane z kultem Shub-Nigurath, do którego od wieków przybywają wtajemniczeni wyznawcy. Tak działo się aż do rozebrania kościoła w XIX wieku. Później sława tego miejsca została zapomniana. Lecz nie przez wszystkich.
Jeszcze kilka lat temu miejsce to było zaniedbane. Widać było resztki fundamentów, walały się gdzieniegdzie kości ze znajdującego się obok kościoła cmentarza. Zostało jednak odrestaurowane, dziwne, zważywszy na jakikolwiek brak zainteresowanie przez tyle lat. Zastanawiać również może na jakie to pozostałości po dawnych kultach natknęli się w trakcie prac restauratorzy.

Chrzcielnice
Niewiele ocalało z dawnego kościoła Świętego Michała. W katedrze do dziś można zobaczyć jedną ze chrzcielnic, która się tam znajdowała. Druga, podobna, jest eksponatem Muzeum Sztuki Religijnej w sąsiedniej Wieży Trynitarskiej. Są one niemieckiej roboty (o czym świadczy znajdujący się gotycki napis), pochodzą ze średniowiecza.. Przybyły być może wraz z Franciszkiem z Moguncji. Przez wieki wykorzystywane były nie tylko przy chrztach, ale i innych rytuałach.
Chrzcielnice pozwalają na rzucenie czaru przywołanie/spętanie mrocznego młodego w dowolnym miejscu w czasie nowiu. Warunkiem jest wlanie krwi poświęconego zwierzęcia do obu chrzcielnic. Mroczne młode wyłoni się spomiędzy nich.

Na Placu po Farze znajdują się jeszcze dwa ciekawe budynki związane z tajną historią miasta. Tzw. “Dom mansjonarski” to budowla, której początki sięgają XIV wieku. W swym wnętrzu kryje basztę, pozostałość po dawnych murach, i zapewne niejedną piwnicę czy przejście do lochów. Jej nazwa wzięła się od księży mansjonarzy - zgromadzenia kapłanów, którzy mieli obowiązek codziennie odprawiać mszę świętą. Wydaje się jednak, że byli oni raczej strażnikami ukrytych obok tajemnic. Obecnie budowla została odremontowana, jednak nikt nie może wejść do jej wnętrza. Stoi zamknięta przed ciekawskimi, nawet okna są zamurowane.
Tuż obok mieści się zaś tzw. Mały Ratusz - dokąd przenosiły się władze miasta podczas obrad Trybunału - zapewne świadek niejednego dziwnego zdarzenia.

Katedra
W końcu XVI wieku przybyli do Lublina Jezuici by powstrzymać ruchy różnowiercze i wszelkie inne sekty. Wśród nich znajdowali się też członkowie zakonu Miecza Św. Hieronima, których zadanie polegać miało na aktywnym wsparciu braci dominikanów. W tym czasie powstał kościół i klasztor jezuicki, dzisiejsza archikatedra lubelska. Dawny kompleks klasztorny obejmował budowle znajdujące się obok świątyni. Podobnie jak klasztor dominikański, był solą w oku wszelkim nie-katolikom mieszkającym w mieście. W wieku XVIII nie ominął go pożar, wkrótce zlikwidowano też zakon Jezuitów ku uciesze innowierców.
Dawne budowle pojezuickie obejmują część dawnego klasztoru. Dziś mieści się tam lubelskie Archiwum Państwowe. Wśród jego zasobów odnaleźć możemy liczne dokumenty związane z przeszłością miasta. Znajdują się tu także przydatne dominikanom i jezuitom księgi, jednak dostęp do nich jest bardzo ograniczony.
Sam kościół archikatedralny jest znanym w mieście sanktuarium słynącym z kopii obrazu MB Częstochowskiej. W 1949 r. właśnie na tym dziele jedna z zakonnic zauważyła ponoć łzy. Płaczący obraz przez kolejne dni przyciągał rzesze pielgrzymów. Wiara w jego moc powszechna jest do dzisiaj. W ostatnich latach w katedrze przeprowadzano remont, podczas którego odkryto wiele cennych znalezisk. Okazało się, że pod kościołem znajdowały się krypty, będące miejscem pochówku jakichś osób świeckich z XVII/XVIII w. Dotychczas nie ustalono dokładnej tożsamości osób. Badacze zgodnie też zaprzeczają plotkom jakoby niektóre z ciał były pochowane bez głowy bądź twarzą do ziemi. Krypty zostały udostępnione zwiedzającym wraz z niektórymi odnalezionymi przedmiotami.

Wzgórze zamkowe
Wzgórze zamkowe jest jednym z miejsc związanych z początkami miasta. Tu mieściły się ośrodki związane z władzą państwową- gród, zamek Rezydowali urzędnicy królewscy czy sami monarchowie. Odbywały się sejmy. Zapadały ważkie decyzje. Tu obradował sejm, gdzie zapadła decyzja o unii lubelskiej. Na wzgórzu jednak niewiele pozostało z dawnego zamku. Uległ zniszczeniu w wyniku wojen XVII w. a po rozebraniu ruin na jego miejscu w XIX w. wzniesiono nowe budynki z przeznaczeniem na więzienie. Obecnie mieści się tu Muzeum Lubelskie.
Najstarszą budowlą jest baszta (donżon), dawne miejsce ostatniego oporu, a później od XIV w. areszt. Taką funkcję pełniła aż do XX wieku. W ciągu tych lat okryła się sławą najcięższego miejsca kaźni w regionie. Osoby, które trafiały do baszty, mogły być pewne swego zgonu. Krążyły opowieści o okropnościach kryjących się w jej grubych murach. Do dzisiaj wieża nie jest udostępniana zwiedzającym. Czy prawdą jest zatem, że w jej lochach kryją się przejścia do lubelskich podziemi? Dzieło pierwszych budowniczych zamku cechu murarskiego?
Drugą najstarszą budowlą jest kaplica Św. Trójcy- po wielu latach remontu najcenniejszy zabytek miasta. Gotycka budowla została na zlecenie Władysława Jagiełły przyozdobiona freskami w stylu bizantyjsko-ruskim, co jest uważane za jej wyjątkowość i atrakcję turystyczną. Była jedyną świątynia mieszkańców zamku. Cenili ja również mieszkańcy miasta. Niewielu jednak wie, że o wiele ciekawsze i ważniejsze miejsce znajduje się kilka metrów pod tym obiektem. Na drugim poziomie piwnic znajduje się odkryta niedawno krypta. Jest dokładnie pod prezbiterium kaplicy. Cisza, jaka jest obecna w tym miejscu, wskazuje na jego świętość - grube na 8 metrów mury nie pozwalają by dostał się tu jakikolwiek dźwięk z zewnątrz. Krypta wzbudziła nawet zainteresowanie radiestetów, którzy twierdzą jakoby był to tzw. czakram - miejsce obecności wielkich energii i magii. Uważna analiza dokumentów miejskich pozwala jednak na identyfikację krypty z ze świątynią Shub-Niggurath. Wśród dokumentów dominikańskich wspomina się o dwóch głównych miejscach spotkań czcicieli mrocznej bogini - jednego położonego w okolicach kościoła Św. Michała i drugiego - na północny-wschód od miasta. Dominikanie sądzili może, że druga świątynia znajduje się na wzgórzu Czwartek (miejscu znanym przecież ze swej złej sławy). Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że chodziło o kryptę pod kaplicą. Zwraca uwagę podobieństwo położenia obu miejsc kultu - tuż pod najważniejszymi dla miasta miejscami świętymi. Stanowią jakby ich zaprzeczenie. Jednocześnie wyraźnie widać, że dzięki takiemu położeniu możliwy jest wpływ zainteresowanych na władze mieszkające na zamku (nie ulega zaś wątpliwości przynależność do tajemniczego kultu większości lubelskich władz miejskich - gromadzących się zwykle na oficjalnych nabożeństwach w kościele Św. Michała). Otwartym pozostaje pytanie czy krypta zostanie dokładnie zbadana i ewentualnie udostępniona zwiedzającym. A może takie prace już przeprowadzono? Prace renowacyjne nad freskami w kaplicy trwały ponad wiek. Dziwne, że przez cały ten okres nikt nie natrafił na znajdującą się poniżej kryptę. Dlaczego prace wielokrotnie przerywano? Dlaczego niektóre ze znalezisk nie są pokazywane na stałej ekspozycji, a ukrywane w muzealnym magazynie?
Budynki XIX-wieczne stanowią dziś sale wystawowe, magazyny i biura Muzeum. Dawniej mieściły się tu cele więzienia carskiego, polskiego, hitlerowskiego i stalinowskiego. Przelano tu wiele krwi. Zmieniali się właściciele, charakter budowli pozostawał ten sam. Dopiero w latach 50. XX wieku przeniosło się tu Muzeum. Zła sława tych murów pozostała jednak w świadomości zwłaszcza starszych mieszkańców miasta.

Wzgórze Czwartek
Wzgórze Czwartek jest miejscem, gdzie narodził się Lublin. To tu w VI wieku powstała słowiańska osada. Miejsce to, choć jest kolebką miasta, cieszy się raczej złą sławą, i to już od wielu wieków. Pod wzgórzem ciągną się jakoby lochy. Są zapewne połączone z innymi lubelskimi podziemiami. Te tutaj jednak szczególnie rozpalają wyobraźnię mieszkańców, bowiem w ich korytarzach mieszczą się ponoć wspaniałe skarby. Wszystko to są zapewne dary, z jakimi pochowano założycieli miasta - być może samego księcia Lublę. Ten legendarny władca ma być bowiem pochowany gdzieś w tych głębinach, a samo wzgórze jest kurhanem wznoszącym się nad jego mogiłą. Niejeden już ich szukał, jednak tajemnica pozostaje skryta we wnętrzu wzgórza. Niektórzy zaś mówią, że skarby te są przeklęte i nie stanowią bynajmniej pośmiertnej własności księcia, ale jakiejś strasznej, skrytej głęboko, nawet pod samymi lochami, gdzieś w trzewiach ziemi, postaci. Nie wiadomo też gdzie konkretnie znajduje się wejście do lochów - może na niewielkim cmentarzu obok kościoła Św. Mikołaja, a może w kryptach kościoła? Dzisiejsza budowla ma się wznosić wszak na miejscu dawnej, najstarszej lubelskiej świątyni.
Wzgórze przez wiele lat nie należało do miasta - jego tereny były wyłączone spod zwierzchnictwa władz Lublina - tworzyły tzw. jurydyki. Powodowało to liczne konflikty, bo nie wiedzieć czemu rajcy bardzo chcieli sprawować kontrolę nad tym miejscem. Czwartek był też od XVI w.(a może i wcześniej) odwieczną siedzibą różnych organizacji cechowych, jak chociażby bractwa muzyków różnych instrumentów używających, na które były liczne skargi. To wszystko przyczyniło się do ugruntowania niedobrej opinii o tym miejscu. Dziś również cieszy się ono nienajlepszą opinią. Okolica jest zamieszkana przez różnej maści biedotę, osoby z marginesu można spotkać w każdej bramie mieszczących się tu kamienic.

Browar Vetterów
Przy odchodzącej od Starego Miasta ulicy Bernardyńskiej mieści się kilka wiekowych budowli. Najciekawszą z nich jednak jest browar lubelski. Założył go w połowie XIX wieku Karol Juliusz Vetter, przemysłowiec z Wielkopolski, jeden z potentatów ówczesnego lubelskiego światka. Początkowo był powszechnie nielubiany, jako że browar urządził w pomieszczeniach dawnego klasztoru. Tak o nim pisze autorka dawnego przewodnika po mieście: “Browar (…) i destylarnia (…) mieszczą się w gmachu, który zniszczony przez wojny i pożary, skazany został na sprzedaż, ale żaden z mieszkańców Lublina nie chciał przyłożyć ręki do zniszczenia niegdyś domu Bożego. (…) Przybył do Lublina cudzoziemiec piwowar, ten nabył gmachy (…) za 5 tys. złp., co mu się prędko wróciły, zważywszy, że dach w kościele był miedzią kryty”. Ów cudzoziemiec nabył jednak te mury dla konkretnych celów - został wysłany tu by wzmocnić odbudowującą się pozycję wyznawców Shub oraz odnaleźć księgi wiedzy tajemnej, które miały znajdować się w posiadaniu jednego z lubelskich klasztorów. Nie wiedział jednak, że chodziło tu o dominikanów i jezuitów. Poszukiwania w browarze prowadzone były nadaremnie, zyskał natomiast Lublin dorabiając się własnego browaru. Z czasem “grzechy” Vettera zostały zapomniane, jego synowie byli znanymi filantropami, czym zyskali zaufanie mieszkańców. Istnieje do tej pory fundowana przez nich szkoła, a dawny browar dostarcza miastu popularne piwa Perła i Zwierzyniec. Czemu jednak co jakiś czas z browarów wyjeżdżają ciężarówki konwojowane przez uzbrojonych po zęby “ochroniarzy”, a dostęp do niektórych sal szkolnych jest zastrzeżony? Czyżby spadkobiercy Vetterów coś jednak odnaleźli?

Na zachód od Bramy Krakowskiej znajduje się centrum dzisiejszego Lublina. Główną ulicą jest Krakowskie Przedmieście, ozdobione XIX-wiecznymi kamienicami. Ulica jest przekształcona w deptak, przy którym toczy się życie dzisiejszego miasta. Pełno tu przeróżnych lokali i markowych sklepów. Jest to wizytówka miasta. Ważnym punktem jest Plac Litewski (miejsce, gdzie obozowała szlachta litewska podczas zawarcia unii), pełni obecnie funkcje rynku. Tu odbywają się uroczystości państwowe, a na co dzień spotykają się Lublinianie. Do ulicy Lipowej ciągnie się miasto z zabudową XIX wieku. Bliżej Starego Miasta odnaleźć można dawne pałace magnackie, przekształcone obecnie w urzędy, siedziby różnych instytucji czy sklepy.

1.2 Miasteczko uniwersyteckie
Przedłużeniem Krakowskiego Przedmieścia są Aleje Racławickie. Na południe od tej ulicy rozciąga się miasteczko uniwersyteckie - dzielnica studencka. Mają tu swe budynki KUL, UMCS i Akademia Rolnicza.
Główny budynek uniwersytetu znajduje się w dawnych gmachach klasztornych Dominikanów Obserwantów. Powstał w XVII wieku poza granicami miasta zapewne by członkowie Zakonu Miecza mieli od kontrolą znajdujące się nieopodal wejście do podziemi i dom kata oraz dzielnicę Wieniawa. Czy podobny cel przyświecał stacjonującym tu przez wiek XIX wojskom? Dziś w tych gmachach kształcą się studenci KUL.
Największy obszar zajmują jednak budowle UMCS. Campus Uniwersytetu, otoczony zielenią, obejmuje gmachy licznych Wydziałów, Rektoratu, Biblioteki, domy studenckie ze stołówką, pomieszczenia Akademickiego Centrum Kultury zwanego “Chatką Żaka” (kino, teatr, knajpa - i wiele innych w jednym), kompleks obiektów sportowych z halą i krytą pływalnią, domy mieszkalne dla pracowników naukowych oraz Domy Asystenta i Studenta Zaocznego. Centralny plac zdobi pomnik patronki, Marii Curie-Skłodowskiej, “Maryśki”, popularne miejsce spotkań braci studenckiej. Jest to drugie centrum miasta, gdzie koncentruje się życie młodych ludzi. Zdarza się, że niektórzy niemal nie opuszczają tej “dzielnicy” w ciągu kilku lat studiów.

1.3 Cmentarze
Najstarszym lubelskim cmentarzem jest nekropolia przy ulicy Lipowej. Wcześniej chowano zmarłych przy kościołach (np. obok Św. Michała) bądź w kryptach (klasztor dominikański, jezuicki). Cmentarz przy Lipowej powstał w końcu XVIII wieku poza ówczesnymi granicami miasta. Największa jego część jest przeznaczona dla katolików. Obok istnieją wydzielone części dla prawosławnych i ewangelików. Na cmentarzu pochowanych jest wiele osób związanych z Lublinem, jak chociażby H. Łopaciński czy ponoć pogrzebany w letargu ks. P. Ściegienny. Znajdują się tu również groby żołnierzy z ostatnich wojen światowych i charakterystyczny ogromny pomnik ich upamiętniający tzw. hełm (nazywany tak z racji swego kształtu).

dr Paweł Guzowski, fizyk z UMCS
Dr Guzowski jest znaną wśród studentów postacią, i to nie tylko wśród fizyków, ale przeróżnych bywalców uczelnianych knajp. Jest, a raczej był osobą, która nie stroniła od biesiadowania do rana ze studentami. Słynął ze swej ekscentryczności i intrygujących opowieści o swej młodości. Słynna była opowieść, jak to założył się z kolegami, iż spędzi noc na cmentarzu w pomniku - hełmie. Sam przyznawał, że nie wytrzymał w pewnym momencie i chciał wyjść. Dziwnie jednak furtka prowadząca do wnętrza pomnika zatrzasnęła się (żart kolegów?). Co było potem, należy już do fantastyki. Dr Guzowski opowiadał o jakichś duchach, które pojawiały się wokół mogił poległych, albo o brodatej postaci księdza, pragnącej z pewnością jego zgonu. Przyjaciele znaleźli go nad ranem nieprzytomnego w pomniku - hełmie. Bramka bynajmniej nie była zamknięta, a całą opowieść uznano za wymysł Guzowskiego. Jego styl życia jednak zmienił się od tego czasu. Zaczął coraz więcej pić. Prezentował też dość odmienne teorie na temat pochodzenia wszechświata. Udało mu się jednak zrobić doktorat i uzyskać pracę na uczelni. Wszystkie wybryki doktora były jednak traktowane dość pobłażliwie, patrzono na niego raczej jako na nieszkodliwego głupca. Niestety ostatnimi czasy stał się dosyć agresywny, twierdził, że “istoty z cmentarza nieustannie go śledzą”. Kiedy zaatakował jedną ze swych studentek, został przewieziony do szpitala w Abramowicach, gdzie przebywa do dziś.
S: 12
KON: 5
BC: 15
INT: 16
MOC: 7
ZR: 9
WG: 18
WYK: 18
P: 35
WT: 9
Modyfikator obrażeń: +1k4
Umiejętności: Fizyka 80%, Mity Cthulhu 30%, Ukrywanie się 40%

W Lublinie są jeszcze inne cmentarze - na ul. Unickiej, założony przed II wojną. Obok niego znajduje się pole, gdzie istniał kirkut żydowski (pochodzący z XIX w., zniszczony w czasie II wojny). Również przy obozie koncentracyjnym na Majdanku powstała już po wojnie ogromna nekropolia - i bynajmniej nie są tam chowane ofiary obozu. Ciekawym miejscem jest stary cmentarz żydowski na wzgórzu Grodzisko, dzielnica Kalinowszczyzna. Odnaleźć tu można nagrobek Jakuba Icchaka Horowitza, “Widzącego z Lublina”.
Warto też wspomnieć, że przy Krakowskim Przedmieściu stoi kościół ewangelicki, obok którego istniał niegdyś cmentarz (w XIX w. przeniesiono go na Lipową). Do dziś można jednak znaleźć nagrobki XIX-wiecznych przemysłowców m.in. Vetterów.

1.4 Parki i lasy
Lublinowi brakuje miejsc rekreacji. Są dwa parki (Ogród Saski i Park Ludowy), lecz jedynie ten pierwszy jest godny uwagi. Powstały w pierwszej połowie XIX wieku, największy i najstarszy, wzorowany na warszawskim, jest miejscem rodzinnych spacerów i spotkań. Znajduje się przy Alejach Racławickich, naprzeciwko KUL. Wydawałby się dość sympatycznym miejscem, jednak tereny jego kryją w sobie różne tajemnice. Sam ogród jest stary, drzewa to zabytki przyrody, jednak już umierają, a na nowe nie ma pieniędzy. Park umiera.
Warto wiedzieć, że w sąsiedztwie parku leżało żydowskie miasteczko Wieniawa. Żydzi osiedlili się tu w XIX wieku, wcześniejsze losy tych terenów są słabo znane. Przy trakcie do miasteczka zlokalizowano basztę. Istnieją zapiski mówiące, że w XV w. niejaki Jan Krejdlar był właścicielem tych ziem, “na których od dawna znajdowała się szubienica”. Tutaj bowiem, z dala od miasta, wykonywano wyroki. Być może baszta była domem kata? Ale sam Krejdlar często ponoć w niej bywał i zdradzał niebywałe zainteresowanie skazańcami. Co działo się z ich ciałami, nie wiadomo. Może trafiali do leżącego w parku kurhanu, o którym nikt nie jest w stanie podać pewniejszych informacji, ponoć leżą tam ofiary jakiejś epidemii. W XIX wieku, gdy tworzono Ogród Saski, baszta znalazła się w jego granicach. Istnieje do dziś - przez kilkanaście lat służyła jako zwykłe mieszkanie, potem opuszczona i zaniedbana. Ktoś jednak rozpoczął jej odbudowę i z każdym dniem wygląda coraz lepiej. Czasem nocą można dostrzec bijący od niej blask jakby palonego wewnątrz światła, lecz o nowych lokatorach niczego nie wiadomo.
W Ogrodzie Saskim znajdowało się też wejście do lubelskich lochów. Prowadziło ponoć do Zamku, a nawet Sandomierza .Jeszcze na początku XX wieku można je było odnaleźć. “Wejście na razie bardzo trudne, jednak po przejściu kilkudziesięciu metrów wchodziło się do dużej, sklepionej łukowato krypty, o rozmiarze kilkunastu metrów naukowych. Stamtąd rozchodziły się w trzech przeciwnych kierunkach korytarze: jeden prowadził w kierunku łąk i był zalany wodą, drugi ku koszarom zachodnim i trzeci do miasta.”
Dziś w parku nie ma po nim śladu. Poszukiwacze winni jednak zbadać dobrze parkowy wąwóz.

Jan Krejdlar
Piętnastowieczny alchemik i lekarz amator. Z polecenia władz miasta pracował nad sposobami sztucznego wywoływania różnych chorób. W tym celu dostarczano mu skazańców i różnych odszczepieńców (żywych, ale i martwych). Jego prace doprowadziły do wybuchu epidemii cholery na przedmieściach miasta, której on sam także padł ofiarą. Biblioteka i laboratorium, mieszczące się w tzw. baszcie katowskiej, zostały bez pana. Kilka lat temu w trakcie prac ziemnych przy kurhanie w Ogrodzie Saskim natrafiono w nim na szereg zdeformowanych kości nieszczęśników będących ofiarami prac Krejdlara.

W Lublinie mamy jeszcze kilka mniejszych parków. Nie cieszą się one zbytnią popularnością z racji zaniedbania i osobników, których można tam spotkać. Park Ludowy (zalewany co roku przez Bystrzycę, gdzie trafiają miejskie ścieki), Bronowicki, cieszą się raczej kiepską sławą. Często przebywa tu więcej amatorów taniego wina niż słonecznego spaceru. A w studenckim Parku Akademickim trafiają się ekshibicjoniści.
Natomiast dawniej dosyć gęsto zalesione tereny dziś są już w większości wycięte. Większym kompleksem jest tzw. Stary Las (Gaj), miejsce omijane z daleka, mimo że wydaje się idealnym na rodzinne wycieczki. Ludzie jednak boją się tam chodzić, powtarzając różne historie o okropieństwach, jakie tam się wydarzyły. Na wschód od Zalewu Zemborzyckiego znajduje się las Dąbrowa, dawna atrakcja często staje się wysypiskiem śmieci.

1.5 Dworce, linie kolejowe
Lublin posiada jeden główny dworzec kolejowy z prawdziwego zdarzenia. Składa się z części starszej z początku XX wieku i nowej, dobudowanej kilka lat temu. Jest niewielki (3 perony), jego wnętrze (po niedawnym remoncie) sprawia miłe wrażenie. Dookoła jednak odnaleźć można charakterystyczne dla każdego dworca postacie - żebraków, bezdomnych, czasem żuli z sąsiadującej z dworcem ulicy Kunickiego. Okolica jest bowiem niezbyt atrakcyjna turystycznie. XIX-wieczne kamienice dzielnicy przemysłowej sprawiają ponure wrażenie, z perspektywy stojącego na stacji pociągu miasto może wręcz wydawać się brudne. Rzucają się również w oczy napisy w języku rosyjskim - koło dworca znajduje się targowisko, gdzie można spotkać wielu handlarzy zza wschodniej granicy i kupić niemal wszystko. W niedalekiej odległości znajduje się Dworzec Autobusowy Południowy oraz przystanki busów.
Podobny charakter mają okolice Dworca PKS Głównego. Jest położony przy trasie biegnącej między wzgórzami: Zamkowym i Czwartkiem. Obok znajduje się jeszcze większe targowisko tzw. Hala, w niewielkiej odległości także Targ pod Zamkiem. Biegnąca niedaleko ulica Lubartowska nie należy do najbezpieczniejszych, a sąsiedztwo wzgórza Czwartek mówi samo za siebie.

1.6 ?Poligon? czechowski
Czechów jest dzielnicą położoną na licznych wzgórzach - tzw. ?górkach czechowskich?. Nie wszystkie jednak tereny są zabudowane. Zachodnia część ?górek? to tzw. ?poligon?, miejsce gdzie dawniej rzeczywiście odbywały się ćwiczenia wojska. W czasach PRL armia była gospodarzem tych terenów i formalnie obowiązywał tu zakaz wstępu, notorycznie jednak łamany wobec braku jakichkolwiek strażników. Poligon to piękne zielone tereny, doskonałe do dziecięcych zabaw, zwłaszcza że jeszcze do niedawna można tu było znaleźć wraki sprzętu wojskowego, w tym słynny czołg, czy budzącą wyobraźnię mogiłę z I wojny światowej. Natknąć się tu też można na dawne bunkry, mocno dziś zdewastowane, na ścianach da się jednak odczytać dziwne napisy i pentagramy. Niektóre z nich są, o dziwo, świeże. Ślady wosku na podłodze i czerwone plamy sprawiają, że niektórzy mówią jakoby spotykali się tu sataniści. Wśród mieszkańców Czechowa krążą zresztą różne opowieści, bo choć poligon to miejsce miłych niedzielnych spacerów z psem, to w niektórych domach mówi się, że pojawiają się tam tylko zboczeńcy i chuligani, a samotne wieczorne spacery po tym terenie są odradzane. Bardziej mroczne plotki wspominają o bezdomnych kryjących się po tamtejszych kanałach, którzy nieraz gubili się w ich plątaninie, o tajemniczych zwłokach w nich znajdowanych, często wiele lat po zgonie, albo polujących na samotnych przechodniów grupach wyrostków.
Los poligonu zostanie jednak odmieniony - w jego północnej części rozpoczęto już budowę domów. Ten dziwny teren stanie się zatem luksusową dzielnicą miasta.

1.7 Majdanek
Teren dawnego obozu koncentracyjnego to obecnie muzeum. Z dawnej zabudowy pozostało niewiele. Kilka magazynów, gdzie prezentowana jest wystawa dotycząca obozu, baraki więźniów na jednym z 5 dawnych pól, na jakie był podzielony obóz, oraz budynek krematorium.
Ciekawsza jest dokumentacja obozowa przechowywana w muzealnym archiwum. Dowiadujemy się z niej, że obóz, choć początkowo pomyślany jako jeniecki, od zawsze prowadził “rozszerzoną działalność”. Od przybyłych więźniów starano się pozyskać wiedzę o przeszłości, szukano wartościowych przedmiotów, antyków. Gromadzono dowody na niemieckość miasta, badano wszelkie ślady związane z okultyzmem, istniejącymi tu niegdyś grupami wyznaniowymi, etc. Szczególnie starano się wydrzeć domniemane sekrety “Widzącego z Lublina”, Żydów uważano bowiem za osoby o największej wiedzy okultystycznej. Odilo Globocnik, szef SS i Policji w dystrykcie lubelskim, powołał nawet specjalną grupę, która miała zajmować się badaniem takich przypadków, a jej członkowie współpracowali również z obozem.

1.8 Skansen i ogród botaniczny
Muzeum Wsi Lubelskiej jest miejscem, gdzie są gromadzone zabytki architektury wiejskiej z Lubelszczyzny i okolic. Wśród pracowników muzeum możemy znaleźć osoby znające bardzo dobrze etnografię regionu lubelskiego. Co jakiś czas odbywają się tu imprezy przedstawiające życie i obrzędy dawnej wsi lubelskiej. Muzeum może poszczycić się sporą kolekcją eksponatów.
Ogród botaniczny jest placówką dydaktyczną UMCS, gdzie uprawiane są przeróżne gatunki roślin, często zupełnie nieznane w Polsce. W przeważającej części jest dostępny dla zwiedzających. Uważać jednak należy na znajdujące się tu rośliny trujące i pracowników szklarni - tam nie wolno wchodzić!

1.9 Zalew Zemborzycki
Zalew Zemborzycki został wybudowany w latach 70. w “czynie społecznym” z przeznaczeniem jako wielka atrakcja dla Lublinian i przyjezdnych. Na rzeczce Bystrzycy stworzono tamę, dzięki której powstało to sztuczne jezioro. Przy niwelacji terenu pod Zalew pracowało wielu Lublinian, niektórzy do dziś z rozrzewnieniem wspominają te chwile. Pewnego dnia jeden z kopiących podobno znalazł jakiś “skarb”. Tak powszechnie sądzono, gdyż prace wstrzymano na kilka dni, a miejsce badała grupa “specjalistów”. Oficjalnie zaprzeczano wszelkim pogłoskom, choć pojawiły się plotki o znalezieniu jakichś skamielin. Sprawa ucichła, natomiast władze starały się możliwie szybko ukończyć budowę.
Dziś Zalew przyciąga raczej wędkarzy czy miłośników sportów wodnych, niż amatorów kąpieli. Ze względu na bujny rozkwit sinic całkowicie jej zakazano. Woda przybiera najróżniejsze kolory od zieleni po fiolet. W sezonie Lublinianie raczej wyjeżdżają nad jeziora pobliskiego Pojezierza Łęczyńsko - Włodawskiego. Nad Zalewem zaś straszą zdewastowane domki kempingowe, a z dawnych lokali gastronomicznych pozostały tylko dwa.
Wschodni brzeg Zalewu jest zalesiony - rozpoczyna się tu las Dąbrowa, w wielu miejscach przypominający wysypisko śmieci. W części zachodniej brzeg jest odsłonięty. Zalew jest przy brzegu płytki (1,5 m - 2 m) i mulisty. Dopiero północna strona zbiornika jest głębsza.

Ciekawe postacie lubelskiego świata

Juliusz Urban Klonowicki, radny miasta
Jeden z największych populistów wśród radnych. Sam kreuje siebie na socjalistę i obrońcę najuboższych, jednocześnie zaś podkreśla swe rzekome historyczne, mieszczańskie pochodzenie od Sebastiana Klonowica, lubelskiego poety z XVI w. W życiu prywatnym wielki miłośnik antyków ? posiada bogatą kolekcję starych mebli. Podobno jest uparty w dążeniu do celu, samolubny i nieco zgorzkniały, co pogłębiła przegrana w ostatnich wyborach (rywalizował z partyjnym kolegą).Trudno stwierdzić jakie są źródła jego majątku, oficjalnie czerpie je z sieci sklepów spożywczych ?Juliusz?.
S: 15
KON: 13
BC: 15
INT: 11
MOC: 14
ZR: 7
WG: 11
WYK: 8
P: 70
WT: 14
Modyfikator obrażeń: +1k4
Umiejętności: Historia 50%, Mity Cthulhu 20%, Okultyzm 50%, Wmawianie 40%, Wiedza o antykach 70%, Numizmatyka 30%, Bibliotekoznawstwo 20%

Jacek Szymborski, współwłaściciel browaru, prezes jednego z przedsiębiorstw komunikacyjnych.
Jeden z najbogatszych ludzi w mieście, powszechnie nielubiany wskutek zamieszania, jakie nastąpiło po wprowadzeniu nowych cen biletów rok temu. Także zatwardziały antysemita ? wg niego połowa mieszkańców Lublina to Żydzi, którzy próbują zdobyć władzę nad światem. Potrafi na to wskazać tysiące przykładów w historii. Twierdzi, ze Żydzi od wieków polują na chrześcijańskie dzieci, a jako przykład podaje odnalezienie niedawno zwłok niemowląt ukrytych w beczce z kapustą w podlubelskiej wsi Czerniejów.
S: 10
KON: 9
BC: 11
INT: 12
MOC: 11
ZR: 14
WG: 15
WYK: 14
P: 55
WT: 10
Modyfikator obrażeń: brak
Umiejętności: Mity Cthulhu 25%, Okultyzm 60%, Historia regionalna 70%

Dr Stefan Koźluk, pracownik muzeum, hobbysta-badacz dziejów Asyrii i starożytnego Bliskiego Wschodu.
Pracuje w Muzeum Lubelskim na Zamku, przez lata archiwizował eksponaty, stąd bardzo dobrze orientuje się w zbiorach muzealnych. Ceniony przewodnik po Lublinie. Prywatnie zajmuje się starożytną Asyrią.
S: 11
KON: 14
BC: 14
INT: 16
MOC: 7
ZR: 13
WG: 15
WYK: 18
P: 35
WT: 13
Modyfikator obrażeń: +1k4
Umiejętności: Archeologia 60%, Historia 80%, Historia starożytna 90%, Asyrologia 75%, Język Akkadyjski 70%, Korzystanie z bibliotek 80%

2 komentarzy do “Cthulhu Made in Lublin 2.0 - część II”

  1. nie moge znalezc miejsc zwiazanych z unia lubelska i ich opisy
    \

  2. Rzuca na kolana bogactwem szczegółów i kompleksowością opracowania. Wyrazy szacunku dla autora.

Komentuj