“Nie zadzieraj z fryzjerem” - recenzja
autor: Michał ?Saladyn? Misztal
?Nie zadzieraj z fryzjerem? to typowa sandlerowska komedyjka - nic przełomowego ani powalającego - tak głupia, że czasem nawet bardzo śmieszna. Akurat jestem trochę w klimatach izraelsko - arabskich, a żeby tego było mało w filmie znalazłem sporo odniesień do własnego życia. Ukazany tam fast-food jako żywo przypomniał mi nasze żarty z Burger Kinga, a wspomniany Zohan (nie licząc nadprzyrodzonych zdolności) zachowuje się niemalże w 100% jak Chris Rice - asystent managera z wspomnianego Burger Kinga. Podobieństwo było uderzające, więc jeżeli chcecie zobaczyć w kinie jakąś komedie, to czemu akurat nie tą? Od razu zobaczycie, z jakimi “unikatami” pracowałem przez okrągły rok.
A kim jest Zohan? Żydowskim super agentem posiadającym niemalże nadludzkie moce (i pociąg seksualny). Skrycie marzy o zmianie stylu życia, gdyż znudziło mu się już zabijanie wrogów Izraela w niekończącej się wojnie domowej. Korzystając z okazji (walka z bohaterem terrorystów - Phantomem) pozoruje swoją śmierć i ucieka do Nowego Jorku, by zostać fryzjerem w renomowanym salonie. Niestety jest różnica między amerykańskim snem a rzeczywistością, poza tym Zohan jest nieco “niedzisiejszy” i pewny siebie (co zapewne wynika z faktu, iż był bohaterem narodowym w swojej ojczyźnie). Jakoś sobie chłopak radzi wykorzystując swoją małpią zwinność (niezależnie od tego, czy robi precla z bandyty czy też “w specjalny sposób” zajmuje się starszymi klientkami salonu fryzjerskiego), ale w końcu zauważa go i rozpoznaje palestyński taksówkarz, którego Zohan kiedyś sklepał (mało tego - zarekwirował mu jego kozę!). Ta zniewaga krwi wymaga, a skoro infolinia Hamasu zawiesiła działalność ściągają do USA głównego adwersarza Zohana - terrorystę znanego jako… Phantom.
Sporo tutaj walk, prawie wszystkie teksty lecą z akcentem. Ale pomyli się ten, kto uważa, że humor mierzy w Żydów i Arabów. Tak naprawdę dostaje się Amerykanom i kapitalizmowi. Izraelczycy i Palestyńczycy orzą jak mogą swoją “ziemię obiecaną” ledwo wiążąc koniec z końcem i nie mają czasu na konflikty (nie liczę chamskich docinek, ale żadna ze stron nie jest drugiej dłużna). To Amerykanie prowokują agresję miedzy nimi. Kasia, moja lepsza połowa, miała okazje popracować z Arabami i mówiła, że doskonale oddali ich sposób mówienia, gestykulacje, humor oraz tańce.
Humor łóżkowy mnie nie rozbawił. Co innego niektóre teksty, dla przykładu:
Arab: “My mamy najgorzej! Nikt nas nie lubi!”
Żyd: “My też nie mamy lekko - myślą, że my to wy!”
Genialna jest też scena, w której Salim dzwoni do Phantoma posłusznie wklepując chyba dwudziestocyfrowy numer telefonu. Wszystkie kolejne cyferki podane są po arabsku i, kurcze, to śmieszy!
Nagie tańce Zohana wywoływały salwy śmiechu w kinie. To kobiety, za przeproszeniem, tak rżały. Można iść do kina, ale jakoś specjalnie was nie zachęcam, bo to nie jest humor dla każdego, a poza tym, nie wiem jak stoicie z czasem i kasą (to do was, studenci).



