Perełki książkowe, czyli garść recenzji

W dniu dzisiejszym serwujemy Wam kolejną porcję archiwalnych tekstów. Tym razem zapraszamy do lektury recenzji czterech książek wydawnictwa Solaris.

Kir Bułyczow ”Nadzy ludzie” - recenzja

Odnoszę wrażenie, że pomimo ciągle rosnącej popularności, fantastyka pochodząca zza naszej wschodniej granicy jest jednak wciąż w Polsce niedoceniana. Wprawdzie czytelnicy nad Wisłą już nie od dziś zachwycają się ?Patrolami? Łukjanienki, twórczością małżeństwa Diaczenków czy braci Strugackich, jednak powszechnie znane, ?wielkie? nazwiska autorów z Rosji czy Ukrainy można policzyć na palcach jednej ręki. Ja z dziełami pisarzy z krajów Związku Radzieckiego zetknąłem się będąc jeszcze w szkole średniej, właśnie dzięki wspomnianym Strugackim, ale prawdziwe odkrycie wschodniej fantastyki zawdzięczam wydawnictwu Solaris i reaktywacji legendarnej serii ?Kroki w nieznane?, która miała miejsce w 2005 roku. Właśnie w tej wznowionej po niemal 30 latach antologii znalazły się opowiadania Władimira Wasiliewa i Kira Bułyczowa. Powieści tego drugiego pt. ?Nadzy ludzie? dotyczy niniejsza recenzja.

Kir Bułyczow ”Carskie źródło” - recenzja

Wydana w roku 2006 nakładem Agencji Solaris książka “Carskie źródło” jest zbiorem trzech opowiadań - mikropowieści: “Carskie źródło”, “Żuraw w garść” oraz “Śmierć piętro niżej”, które ukazują odmienne oblicze twórczości nieżyjącego już autora. Wszystkie utwory, co prawda łączy z opowiadaniami spod znaku “Guslar” wspólna cecha ? osadzenie akcji na rosyjskiej prowincji, które Kir Bułyczow stosował wielokrotnie w swojej twórczości.

”Trupojad - nie ma ocalenia” - recenzja


Do wszelkiego rodzaju antologii z reguły podchodzi się ostrożnie. Nigdy w zasadzie nie wiadomo czego możemy się spodziewać, szczególnie jeśli konkretny zbiór nie zawiera dzieł tylko jednego autora. Do Trupojada zabrałem się więc z pewną dozą nieufności, potęgowaną faktem, że ta antologia horroru jest głównie galimatiasem debiutów. Debiutanci mają to do siebie, że ich prace są nierówne. Z drugiej jednak strony Lem, Sapkowski i Kres też od czegoś zaczynali…

Philip K. Dick - “3 stygmaty Palmera Eldritcha”

Philip K. Dick to instytucja. Sam stał się swego rodzaju legendą, a jego powieści od wielu lat uznawane są za klasyki literatury, nie tylko science-fiction, ale także mainstreamowej. Nie tak dawno na łamach portalu pojawiła się recenzja Człowieka z Wysokiego Zamku, ale ponieważ warto poznać także inne dzieła tego autora, przyszła kolej na inną głośną książkę – Trzy stygmaty Palmera Eldritcha.

Jewgienij Zamiatin - “My”

Studia filologiczne mają, poza kilkoma oczywistymi wadami w rodzaju nienajłatwiejszej sesji egzaminacyjnej, również pewne zalety. Jednym z plusów jest fakt, że dzięki nim można natrafić na prawdziwe literackie perełki, najczęściej mało znane lub zwyczajnie zapomniane przez ogół czytelników, a niezwykle ciekawe i wartościowe. Dla mnie takim właśnie „uczelnianym objawieniem” była książka „My” autorstwa rosyjskiego pisarza Jewgienija Zamiatina.

Marina i Siergiej Diaczenko ”Kaźń”


Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę w „Kaźni” była okładka. I nic dziwnego, wszak okładka to pierwsza strona, pierwsza rzecz z jaką mamy kontakt biorąc książkę do ręki. Tu jednak chodziło o coś więcej. Patrzyłem na ilustrację i czułem, że za nią kryje się wciągająca opowieść, nieprzeciętna i wyjątkowa… Czy moje przeczucie było słuszne?

Marina i Siergiej Diaczenko ”WARAN”

Nie przepadam za fantasy. Być może dlatego, kiedy w ręce moje trafiła „poetycka i wspaniała”, „klimatem i przesłaniem nawiązująca do ‘Czarnoksiężnika z Archipelagu’ Le Guin”, „porywająca opowieść” o „dorastaniu w niezwykłym świecie”, autorstwa małżeństwa Diaczenków, podeszłam do niej sceptycznie. Gdyby nie fakt, że Marinę i Siergieja stawia się dziś wśród panteonu mistrzów fantastyki rosyjskiej, obok takich nazwisk jak Bułyczow czy Strugaccy i tytułuje „niekwestionowanymi liderami fantastyki psychologicznej”, prawdopodobnie zrzuciłabym obowiązek zrecenzowania „Warana” na kogoś innego, a książkę ominęła szerokim łukiem. Jakże wielki błąd bym wtedy popełniła… Nawet pełne uniesień słowa na tylnej stronie okładki nie oddają bowiem tego, z czym dane mi było ostatecznie się zetknąć.